Bez zarzucania warkoczem

2 sierpnia 2021

Czyli albo na 100%… Albo wcale!

Takie moje skromne zdanie! Jeśli robimy cokolwiek i chcemy, by była w tym prawda, to róbmy to na 100%, albo nie róbmy wcale. Inaczej to po prostu prowizorka. Takie refleksje naszły mnie po Tygodniu Kultury Beskidzkiej w Wiśle.

Prezentacje zespołów folklorystycznych z niemal wszystkich zakątków Polski. W tym roku z powodu pandemii zabrakło gości z zagranicy. Za to folklor rodzimy z pewnością zrekompensował te braki. Nie sposób jednak nie zauważyć, że co poniektóre zespoły nie dopracowały swojego entourage’u. Bycie w takim zespole, to poniekąd sposób na życie. I na pewno w przypadku tychże, nie ma co mówić o skoszarowaniu jak na przykład w przypadku Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”. Przypuszczam, że artyści zespołów folklorystycznych z Tygodnia Kultury Beskidzkiej nie mieszkają całymi rodzinami wszyscy razem, tylko spotykają się po codziennej pracy zawodowej na próbach, zajęciach, a być może dla wielu jest to jedyne zajęcie to tak zwane „bycie w zespole” także zawodowe, zarobkowe. Nawet nie czepiałabym się tego, że artystki powinny mieć swoje długie włosy. Nie każdego przecież natura obdarzyła włosami zacnymi. Sama nigdy w życiu nie wyhodowałabym warkocza rodem z płócien Wyspiańskiego. Takie długie, choć w wielu przypadkach bardzo piękne, są rzeczywiście na co dzień niepraktyczne, niewygodne. Niemniej szczególnie dziś są takie możliwości, że na czas występu można pokusić się o doczepiany. W każdym nawet chińskim markecie trafimy na taki do wyboru do koloru (jak już nie mamy możliwości, kupić gdzie indziej, czy zamówić, oczywiście, to możemy w ostateczności skorzystać z takiej oferty). A artystka z zespołu folklorystycznego powinna mieć albo kok, albo warkocz i to nie tylko solistka, czy taka co tańczy w parze. Bo kiedy widzę organistkę w takim „bobie” mniej więcej jak mój, no to litości – gdzie tu prawda, gdzie tu folklor? Od orkiestry po śpiew, do tańca i dyrygentkę – warkocz, a nie tu „bob”, tam „jeż”, albo jakieś „niewiadomoco” przyczepione klamerką. Bądźmy prawdziwi i wierni obyczajom ludowym, skoro im hołdujemy, skoro je kultywujemy, no i jakby na to nie patrzeć, promujemy! Bo temu Tydzień Kultury Beskidzkiej przede wszystkim służy: promocji, poprzez dane zespoły, danego regionu i jego folkloru.

Kiedy odbieramy dyplom uznania i kwiaty z rąk organizatorów, prowadzących (czy z jakichkolwiek innych) za choreografię, lata na scenie, prowadzenie artystyczne, czy za cokolwiek innego – wyjście na scenę w chodakach i czymś przypominającym dres jest … Trudno mi znaleźć określenie. Nawet jeśli się nie spodziewamy… Każda osoba „będąca w zespole” powinna mieć strój ludowy. A jeśli nie ludowy (już trudno nie będę aż taka czepialska), to godny odebrania takiego wyróżnienia, odznaczenia, kwiatów. Strój wyraża nasz szacunek do wydarzenia, drugiej osoby, stąd zaproszonych gości nie podejmujemy, będąc w stroju niechlujnym… Takie rzeczy tylko u Dulskiej!

Folklor zachwyca mnie od wczesnych lat młodości. Jako mała dziewczynka z uwielbieniem patrzyłam na występy „lal” jak malowanych w katowickim Parku Kościuszki na deskach tamtejszego amfiteatru, należącego przez lata do Estrady Śląskiej (budynek po drugiej stronie parku). Wtedy podziwiałam ładne obrazki. Dziś doceniam, co one tak naprawdę oznaczają. Dziś niestety amfiteatr popadł w totalną ruinę, a budynek Estrady Śląskiej przez lata anektowały różne firmy dla swojej działalności różnorodnej. Nie ma też malowanych „lal”, a u tych z Tygodnia Kultury Beskidzkiej…

No niestety… Diabeł tkwił w szczególe.

Hanna Grabowska-Macioszek