Nieco bardziej szczęśliwy finał wizyty w krzyżackim zamku

19 sierpnia 2019

A raczej zupełnie szczęśliwy, cały i zdrowy… Aczkolwiek psychoza, nie powiem, działała.

Bo jaki był finał wizyty Juranda ze Spychowa u jakże gościnnych mnichów z Zakonu Najświętszej Marii Panny noszących czarne krzyże na białych płaszczach? No co, jak co, ale to już pamięta chyba każdy. I na samo wspomnienie jeży mu się włos na głowie….

Na szczęście to nie ten zamek (bo jak wiemy, waleczny Jurand po córkę u Krzyżaków upomniał się w Szczytnie), a i czasy – też na szczęście – nieco bardziej cywilizowane. Wspominane dzieje być może i co nieco z faktami historycznymi miały coś wspólnego, aczkolwiek do końca nie wiadomo, czy fikcyjni bohaterowie Sienkiewiczowskich „Krzyżaków” drzewiej naprawdę żyli. Dla co poniektórych może lepiej, gdyby nie.

A zatem nie do Szczytna, lecz Malborka z wizytą przyjechałam (już po raz trzeci) … I odjechałam! Cała, zdrowa, ze wszystkimi elementami swojego ciała na miejscu.

Nie ulega wątpliwości fakt, że Zamek Krzyżacki w Malborku to chyba jeden z najpiękniejszych zamków, jakie widziałam w życiu. Nie przesadzam! Monumentalna budowla robi wrażenie niezwykłe. Jest co zwiedzać! Uwaga! Czas trwania szczegółowego zwiedzania to 4 godziny! Ja wybrałam wersję 2-godzinną, tę bardziej atrakcyjniejszą dla dzieci. Ze swoich lat młodości pamiętam, że zamku samodzielnie raczej zwiedzać nie było można. I dobrze! A niech by jakiś zabłąkany mnich, albo raczej jego duch, porwałby nas, uwięził i przetrzymywał… Jak długo? Tego dociec nie sposób! Zatem wyłącznie w towarzystwie przewodników można było po zamkowych komnatach się przemieszczać. Dziś (cóż za nieoceniony postęp cywilizacji!) zwiedzamy samodzielnie (jeśli chcemy i jeśli się nie boimy), a przez naszą wędrówkę prowadzi nas przewodnik wirtualny. Każdy zwiedzający zostaje wyposażony w odpowiedni sprzęt audiowizualny, działający niczym nawigacja GPS i przemieszcza się po kolejnych ekspozycjach zamku. Zgubić się? Rzecz niepodobna. Jeśli nawet ja potrafiłam owo wspomniane urządzenie obsłużyć i nie zawieruszyłam się w zamkowych zakamarkach, będzie potrafił to zrobić każdy. Wierzcie!

Nagranie, dzięki któremu poznajemy dzieje zamku od momentu rozgromienia Krzyżaków pod Grunwaldem w 1410 roku jest podane w sposób przystępny, ciekawy, aczkolwiek ja z tego nagrania wywnioskowałam , że Krzyżacy byli całkiem sympatyczni, gościnni, słynęli z wyśmienitej kuchni. Fakty historyczne jednak są chyba nieco inne. I jeśli ktoś je zna, to wie, że zakonni rycerze to nie byli mili faceci. No nie byli. Ciekawe co na temat ich gościnności sądzi biedny Jurand? Nie odpowie nam niestety na to pytanie. A Wy, Drodzy Czytelnicy? Co o nich sądzicie?

Do penetrowania komnat zamkowych jednakowoż zachęcam gorąco. Przebogata ekspozycja, pięknie odrestaurowane wnętrza i do odkrycia masa ciekawości. Warto!

Hanna Grabowska-Macioszek