Bo Włochy to jeden z moich ulubionych krajów, do których uwielbiam powracać!
A włoskie wakacje należą zawsze do wielkiej przyjemności. Tym razem znowu inaczej, z własnym dojazdem i campingowo. Pod sprawdzonym adresem w Rosolina Mare. To doskonała baza wypadowa do Wenecji, Padwy, Rawenny, Chioggii (nazwana małą Wenecją), Vicenzy i Treviso i wielu innych mniejszych miasteczek z charakterystycznym klimatem północno-wschodnich Włoch. Obszar ten zwyczajowo nazywany Laguną Wenecką i rzeczywiście, można powiedzieć, że wszystkie te miasteczka utrzymane są w podobnym stylu. Centralny plac z wyyysoką wieżą – przeważnie kościoła.
Warto zarekomendować na pewno tamtejsze plaże, choć niezmiennie śmiem twierdzić, że tak pięknych i rozłożystych jak na Półwyspie Helskim, nie ma na całym świecie, ale ta z Rosolina Mare jest na pewno konkurencyjna! Choć kolor piasku zupełnie inny – lekkordzawy ze srebrnym połyskiem. Robi to wrażenie, jakby ktoś rozsypał srebrny brokat. Tutaj niewątpliwie wygrywa temperatura morza. Choć piaszczyste dno, często zamula wodę, jest ona tak ciepła, niczym w wannie. I tak jest rzeczywiście, nie ma tu ani odrobiny naciągania, czy ściemy. Przy brzegu morza potrafi być wręcz gorąca. A piasek aż parzy.
Natomiast zaskoczyła pogoda! Było nieco burzowo, a raz nawet przeżyliśmy gradobicie z kulkami gradu wielkości piłeczek pingpongowych. Ale to tak na chwilę. Po każdym oberwaniu chmury natychmiast wychodziło słońce. Częste deszcze dawały przyjemną temperaturę powietrza, więc dało się oddychać.
Taka ciekawostka… Moi stali Czytelnicy z pewnością śledzą moje perypetie z gołębiami. Otóż ostatnio mam nowe przemyślenia w tym temacie. Gołębie to chyba moje przekleństwo, bo nawet na wakacjach nie ominęły mnie codzienne gruchające pobudki. Na campingu żyje ich bowiem cała masa. Natomiast nie są to takie ptaszyska, jakie obserwujemy w centrach dużych miast. To raczej takie okazy jakie kojarzymy z bajki o „Kopciuszku”. Tak czy inaczej były, gruchały, brudziły. Taki los! Po powrocie do domu, pierwszą rzeczą, którą robiłam, sprzątałam gniazdo z balkonu. Zdaję sobie sprawę z tego, że brzmi to jak nieprawdopodobna baja. Przyznaję, że gdyby ktoś mi to opowiadał, sama nie uwierzyłabym. A może trzeba temu wyjść naprzeciw? – Zostań hodowcą gołębi. Po prostu świetny pomysł – skomentowała moja mama.
Włochy to też wspaniała kuchnia: ulubione makarony, owoce morza oraz frizzante. A kiedy jesień już puka do drzwi, z miłym wspomnieniem oglądam włoskie zdjęcia!
Polecam odwiedzić, a szczególnie z własnym domkiem na kółkach!

Hanna Grabowska-Macioszek