Choć tegoroczne przechodzą już do historii, przyjemnie jest do nich powracać myślą.
I z tą właśnie myślą rozpoczynam nowy sezon… Mając tak piękne wspomnienia na pewno jest łatwiej.
A ten akcent to rzecz jasna wiślański! No nie mogło go zabraknąć w moich letnich wojażach. No tak to już jest, że bez tej Wisły ckni się człowiekowi, więc gdy wakacje nastają, tenże beskidzki kurort uzdrowiskowy za kierunek trzeba obrać.
A moje dla niego uwielbienie wraca do mnie, fundując chociażby zawsze piękną pogodę. W tym roku z początkiem lipca było to prawdziwie cudowne okienko pogodowe. I choć mój pobyt ograniczył się raptem do paru dni, był to czas intensywny, odkrywczy, niespodziewany i pełen ważnych refleksji.
W tym roku niestety jednak z racji na konieczność zmiany terminów, ominął mnie ulubiony Tydzień Kultury Beskidzkiej. No czasami nie wszystko się udaje i udaje pogodzić z grafikiem zajętości. Z nadzieją, że uda się w roku przyszłym, czekam na jesienną wyprawę na Soszów!
Polecam Wisłę bezustannie. Blisko, pięknie, po prostu idealnie.
Hanna Grabowska-Macioszek