Najpiękniejszy Półwysep? Helski!

9 września 2026

Chyba z upływem lat robię się coraz bardziej sentymentalna, bo podróż na Półwysep Helski była dla mnie prawdziwym wehikułem czasu.

Cytując zatem, choć nie dosłownie, jedną z najsłynniejszych piosenek Zespołu Dżem, doznałam cudu… To w związku z wehikułem. Choć na Półwysep Helski dotarłam w sposób zupełnie współczesny i zwykły, to ta podróż w czasie cofnęła mnie do lat wczesnego dzieciństwa…

Tutaj moi wierni Czytelnicy mogą poczuć się lekko zagubieni, bo otóż nagle okazuje się, że nie tylko jako dziecko jeździłam do Wisły. To fakt… Wisła zawsze jest na wyciągnięcie ręki… Półwysep Helski już nie aż tak… Niestety nie mam aż takiej jak słynny Inspektor Gadżet. Owszem na przestrzeni lat od czasu do czasu zdarzała się wizyta w Trójmieście, czy Władysławowie, ale do ulubionej Kuźnicy dotarłam po 15 latach… Wtedy to spędzałam tam wakacje z moją ledwo narodzoną córką. Wcześniej… Kiedy chyba sama byłam ledwo narodzona. Jeździliśmy tak na zmianę: to Jawornik, to Kuźnica, albo i to i to w trakcie jednych wakacji, bo moi rodzice uważali, że całe dwa, albo i trzy miesiące spędza się poza miastem. Nie mając babci na wsi, musieliśmy radzić sobie sami. Natomiast były to wyjazdy przeważnie całorodzinne. Zatem i babcie i dziadkowie, kuzynki, wujostwo…

Trudno wyobrazić sobie ten ogrom wzruszeń, kiedy stanęłam przed „naszym” wakacyjnym domkiem Pana Emila. Dziś prezentuje się… zupełnie tak samo jak za dawnych lat, choć jest już w nim bieżąca woda i kanalizacja. Wtedy pompa na podwórku i drewniana budka z serduszkiem. Dziś to szokuje, a ludzie za taki survival płacą niewyobrażalne pieniądze. Wówczas była to norma. Półwysep nie był bowiem skanalizowany i były ogromne problemy z dostawą wody. Pamiętam takie wakacje, gdy wodę pobierało się z beczkowozów. I było fajnie… Świeże rybki codziennie na obiad, zatoka i morze – niecodzienne zjawisko, które dziś bardzo mocno doceniam i które robi wrażenie nawet na nastolatkach! Myśląc jednak o tempie zmian cywilizacyjnych Kuźnica nie zmieniła się prawie wcale. Choć w miejscu dawnej spółdzielni – ale tam był zapach – charakterystyczny dla tego typu dawnych sklepów – jest sklep z popularnej sieciówki spożywczej. Kiosk zastąpił stragan z ręcznikami plażowymi i dmuchańcami i to by było na tyle. No może wzdłuż promenady przy zatoce odrobinę więcej lokali gastronomicznych, ale bez przesady. Z biegiem lat przestaliśmy jeździć. Natomiast moi dziadkowie jeszcze dwa lata przed pandemią byli tam na wakacjach, bo co roku jeździli do Kuźnicy, łącznie chyba z 50 lat, z tej okazji dostali nawet honorowe obywatelstwo Kuźnicy.

Celem mojej podróży była natomiast w tym roku Jastarnia. I ta zmieniła się ogromnie. Punktów z lodami moc! Kiedyś była zaledwie jedna budka. Ale była i to właśnie na te lody z Kuźnicy jeździło się do Jastarni. W Kuźnicy nie było lodów! Do dziś mam zdjęcie, kiedy stoję w samym sercu miasteczka i jem wielkie lody jagodowe. Na czarno-białym zdjęciu nie widać, że są jagodowe, ale były! W Jastarni dzikie tłumy turystów. Ale miasteczko jest po prostu piękne i atrakcji w nim nie brakuje, ale nie jest to rozrywkowe Władysławowo. Idealna miejscówka dla tych, którzy nie lubią się nudzić, ale nie muszą każdej nocy spędzać w dyskotece. Mogą za to w kinie. Nie przypuszczałam, że będąc na wczasach zaliczę tak piękny seans w tamtejszej kinokawiarni. Co za niebywałe miejsce. Z zapachem starego kina i film do tego świetny. Zadziwiające, jak wokół tematu pszczół można nakręcić świetny, trzymający w napięciu film w bonusie z gwiazdorską obsadą!

Z „Władkiem” za to też wiąże się.. tyle wspomnień… To przecież własnie tam, można powiedzieć, poznałam mojego obecnego męża. Choć przecież oboje pochodzimy ze Śląska.

Będąc na Półwyspie po prostu trzeba zobaczyć sam Hel, gdzie pięknie i zjawiskowo morze łączy się z zatoką. To wszak tam znajduje się kraniec i początek Polski. Wycieczka do Trójmiasta samochodem wiąże się z ogromnymi korkami, lepiej morzem, bądź pociągiem! Półwysep stał się ogromnie atrakcyjny dla rowerzystów. Cały od Helu do Władysławowa można przemierzyć nie zsiadając z roweru – no chyba, ze chcemy odpocząć w trakcie tej wyprawy. Jest też atrakcyjny dla surferów – szczególnie Chałupy są ich prawdziwą mekką. A na pewno wszystkich, którzy lubią napawać się pięknymi widokami, nie przepadają za upałem i doceniają smak ryby. Choć Bałtyk, jak wiemy, do najcieplejszych nie należy – nie zamoczyłam nawet palca w obawie, że mi odpadnie z zimna – to klimat tamtejszych plaż jest nieporównywalny z żadnym egzotycznym kurortem. Taka ciekawostka, mój dziadek kąpał się z lubością co roku i dożył niemal 91 lat! To rzecz jasna lekko naciągana teoria, albo żart po prostu, bo powód jego długowieczności mógł być i pewnie był oczywiście inny.

I pewnie nie co roku, bo trasa potrafi prawdziwie wykończyć, będę odwiedzać stare kąty, bo to wspaniały reset nie tylko dla umysłu.

Hanna Grabowska-Macioszek