W moich snach wciąż Warszawa…

14 maja 2025

Czyli z wizytą w stolicy.

„…Pełna ulic, placów, drzew…” – idealnie tu wręcz wpisują się słowa piosenki Lady Pank „Stacja Warszawa”… Natomiast ani drwiący śmiech, ani obce twarze (powiedzmy, że nie, ale o tym poniżej), tylko pięknie wybujała zielenią i kwieciem wszelakim wiosna, potęguje mój zachwyt Warszawą. Tak pięknie obsadzonych kwiatami skwerów, zieleńców nie widziałam chyba nigdy dotąd. Kompozycje naprawdę przemyślane i zaskakujące!

O tej porze roku nasza stolica naprawdę robi wrażenie, ale nie tylko za sprawą wiosennych pejzaży, ale pięknie połączonej tradycji z nowoczesnością. Zabytki doskonale konweniują z architekturą współczesną. Okazale prezentuje się strefa biznesowa i ogromne biurowce już przy wjeździe do centrum miasta zacnie widnieją na horyzoncie.

Trudno w przeciągu dwóch dni zobaczyć wszystkie ważne punkty Warszawy, ale robiąc 50 km piechotą, można zobaczyć naprawdę dużo. Miasto zwiedza się dobrze, bo tak naprawdę te wyżej wspomniane punkty są w niedalekiej odległości od siebie. Natomiast przekonałam się jednak, że moje, jak mi się do tej pory wydawało, najwygodniejsze buty okrutnie zmasakrowały moje stopy. Jak ktoś zatem maszeruje tyle kilometrów, niech raczej wybierze obuwie w 100%-tach sportowe, a nie „sportowopodobne”, czy eleganckie.

Gdybym miała się przyczepić do czegoś? Odradziłabym zwiedzanie miasta w okresie przedświątecznym. Elementy wielkanocne odwracają uwagę od prawdziwych warszawskich „rarytasów” i wręcz przeszkadzają. Miasto opanowane przez palmy, nawet te najpiękniejsze, wyglada po prostu jarmarcznie. Nie ukrywam, że cudowny nastrój zakłóciły też wiece już przedwyborcze. Turysta nie mógł swobodnie sfotografować Kolumny Zygmunta, gdyż ta przeżywała prawdziwie oblężenie zwolenników jednej z opcji. Oblepiona flagami prezentowała się po prostu niegodnie. Uszy puchną też od wrzasku uczestników wieców. Myślę, że nikt nie musi wiedzieć, kogo kto chce „za..bać”. Skoro tak lubi i uważa, jego prawo, ale nie musi tego publicznie skandować. Używając kolokwializmu – drwiący śmiech to za słabe określenie do tej sytuacji. Trochę kultury! Zakłóca to cudowną atmosferę zwiedzania i podziwiania uroków Warszawy.

Nie była to rzecz jasna moja pierwsza wizyta w Warszawie, ale pierwsza rodzinna. Piękna pogoda to taki bonus od aury. Polecam wycieczkę do stolicy. Wakacje wszak niebawem!

Hanna Grabowska-Macioszek