Szusuj na Soszowie

14 stycznia 2015

Chwilowe załamanie zimy nie oznacza bynajmniej, by miała ona już nas opuścić. Prognozy pogody wieszczą jej powrót już z końcem przyszłego tygodnia. Wykorzystajmy zatem ten czas, (zanim znów zrobi się biało), poddając swój sprzęt narciarski lekkiej odnowie.

 

Naostrzmy i nasmarujmy narty, wyczyśćmy buty narciarskie, wypierzmy kombinezony i gdy sypnie śniegiem, wyruszmy w kierunku Wisły i Stacji Narciarskiej „Soszów”.

W tym sezonie miałam już okazję tam szusować i było wspaniale – szczególnie przy lekkim mrozie i pięknym słońcu. Klimat prawie jak w Alpach. Co warto podkreślić – stok jest bardzo zadbany. Armatki naśnieżające pracują na pełnych obrotach, a obsługa przy kolejne linowej – uwaga! – odśnieża kanapy! Zatem nie ma takiej opcji, by usiąść na zaśnieżonym siedzeniu, bo miły pan dmuchając specjalnym urządzeniem, troszczy się o to, by nie pozostał na nim nawet najmniejszy płatek. Inny pan wnikliwie pilnuje, by na każdą z kanap wsiadł komplet amatorów białego szaleństwa. Dzięki temu nie czekamy godzinami w kolejce, ale posuwamy się sprawnie do przodu.

Karnety nie są może super tanie, ale cóż, każda przyjemność kosztuje. Jeden wyjazd na górę – 6 zł. Można wykupić sobie dowolny karnet w zależności od naszego apetytu na jazdę. Zanim jednak udamy się do kasy, trzeba zapłacić za miejsce parkingowe – 5 zł. W rekompensacie otrzymujemy karteczkę na gratisową kawę lub herbatę.

Co do parkingu, można odpuścić sobie tę wątpliwą przyjemność, bo u podnóża Soszowa miejsce znajdą jedynie wytrawni kierowcy. Wjazd pod prawie pionową górę, by zaparkować, może skutecznie odstraszyć. Polecam łańcuchy, ale i z nimi to wyższa szkoła jazdy. I tu pojawia się trudny wybór: bo wejście pod górę z nartami na plecach też do najprzyjemniejszych nie należy. Sama tego kiedyś doświadczyłam. Jedyny pozytyw – zarówno przy podejściu, jak i podjeździe autem można się na tyle spocić, że wystarczy to za całą rozgrzewkę przed zapięciem nart.

Sama jazda na nartach oczywiście przyjemność, którą nie sposób opisać. Na szczycie w licznych knajpkach można się ogrzać i posilić. Polecam.

 

Tekst i foto: Hanna Grabowska-Macioszek