Pyszna sanna

3 stycznia 2015

Parska koń, bynajmniej nie raźno, ale z siarczystego mrozu, bo przy niemal – 17 stopniach Celsjusza nikomu nie byłoby chyba wesoło. Raczej bardzo bardzo zimno. A tu 40 minut trzeba jechać. Brrr…

 

Sanna jednak może być pyszna nawet przy tak niskiej temperaturze, jeśli smakuje i pachnie gorącą kiełbaską. A przy przyjemnie trzaskającym palenisku można ogrzać zziębnięte członki.

Z pewnością jednak kulig Doliną Białej Wisełki to niezapomniane przeżycie (nie tylko jeśli chodzi o przejmujące zimno). Śniegu pod dostatkiem, więc ma swój nieodparty urok. I można go odbyć tak, jak powinno odbywać się kulig – saniami, a nie bryczką, czy wozem.

Dookoła rozciąga się bajkowy plener niczym z Narni – ośnieżone drzewa i niepokojąco szemrzący górski potok, robi wrażenie szczególnie po zmroku. A gdy w oddali błysną groźne ślepia jakiegoś bliżej niezidentyfikowanego zwierza, krew ścina w żyłach. Na szczęście, palące się pochodnie i brzęczący dźwięk dzwonków odstraszają potencjalnych napastników. W przeciwnym razie, mogłoby być z goła nieciekawie, bo koń ciągnąc taki ciężar pasażerów, z pewnością nie zdążyłby uciec.

A tak na poważnie. To sanna Doliną Białej Wisełki to wspaniała przygoda i atrakcja szczególnie dla dzieci, no może niekoniecznie takich zupełnie małych, ale tych nieco starszych, jak najbardziej. Cena tej atrakcji obejmuje kulig doliną przy blasku pochodni (w przypadku niedoboru śniegu istnieje możliwość przejazdu wozem) , pieczenie kiełbasek przy ognisku w góralskiej chacie przy miłej przyjaznej atmosferze. Dolina Białej Wisełki to jedna z najpiękniejszych górskich dolin na terenie Polski. Jej liczne kaskady, progi skalne („Kaskady Rodła”) – dobra naturalne krajobrazu Beskidów, czynią z niej jedną z niewielu nieskalanych jeszcze ingerencją ludzką. A zatem dzyń dzyń dzyń – sanki dzwonią dzwoneczkami… Polecam gorąco.

 

Tekst i foto: Hanna Grabowska-Macioszek