Jak to możliwe, że po takim czasie? No tak jakoś wyszło. Po prostu!
Aczkolwiek w tak zwanym międzyczasie tureckich przymiarek było kilka, ale zawsze coś przeszkadzało. Cieszy zatem fakt, że w końcu się udało, tym razem już rodzinnie, do Turcji pojechać. Taka ciekawostka, że kiedy po raz pierwszy pojechałam tam jeszcze na obóz młodzieżowy, byłam niewiele starsza od mojej córki dziś, więc bardzo pięknie ta Turcja zatacza dla nas koło.
Wówczas działo się, no jak to na szkolnym obozie młodzieżowym, a kiedy ma sie te naście lat, to tym bardziej wydarza się mnóstwo. Bez zagłębiania się w szczegóły, tamten wyjazd zaowocował w przyszłości tematem mojej pracy magisterskiej: System polityczny Turcji. Jak sami widzicie kraj ten potrafi zainspirować na tyle, że nie tylko zachwyci fantastyczną przyrodą, czy zabytkami i wszelkimi walorami, jakie niesie egzotyczna turystyka, ale też czymś edukacyjnym. Wówczas zwiedziliśmy naprawdę bardzo dużo, by jeszcze wtedy była to na wpół objazdowa wycieczka autokarowa. „Wyrypa” po prostu niemożliwa, ale za to odwiedziliśmy wiele chyba najważniejszych zabytków Turcji. A praca i poszukiwania materiałów do niej była to wielka przygoda i przyjemność. I tak oto pragnienia, by znów Turcję odwiedzić, spełniły się.
Powiem tak, mogłabym na temat Turcji rozpisywać się bez końca. Miniony wyjazd był organizacyjnie dopięty, jak chyba żaden nasz poprzedni. Zagrało po prostu wszystko. Ale zawsze trzeba wydobyć coś więcej. Otóż wakacyjny czas spędzaliśmy w Kemer, którego symbolem jest granat i jest on tam wszechobecny zarówno w postaci kosmetyków, przetworów, melasy, czy produktów spożywczych, nie jest zbytnio popularny w Polsce. Zupełnie nie rozumiem dlaczego? Być może to przez te kamieniste plaże, no ale my dawno wyrośliśmy z babek na piasku, więc te kamyczki nie doskwierały nam aż tak bardzo. Jak coś, to polecam! Kemer jest po prostu obłędne! Idealne. Takie dokładnie, jakie powinno być miasteczko w egzotycznym kurorcie. Ani za duże, ani za małe. Dostępność przeróżnych atrakcji na wyciagnięcie ręki, blisko do plaży, no ale Polacy wybierają przeważnie inne tureckie kierunki, stąd w naszym hotelu byliśmy jedynymi Polkami, którzy przyjechali z naszym biurem. To dało nam rezydenta na wyłączność. I nigdy wcześniej nie przypuszczałam, że w odległej Turcji usłyszę: o a co Pani sądzi o Siemianowicach Śląskich? A jednak! Jakże swojsko! Mieć w Turcji rezydenta, który zna jedno z najsłynniejszych na Śląsku miast i to sąsiadujących z Katowicami to jest prawdziwa egzotyka. A co ja sądzę? No przecież wiadomo: Dobre bo śląskie i to miasto na weekend i na całe życie! No i mój ulubiony Kraków, z którego pochodził.
Po raz kolejny przekonałam się, że świat jest mały.
A poniżej z wycieczki do Pamukkale.
Hanna Grabowska-Macioszek