Oparte na faktach?

23 sierpnia 2021

Niezupełnie. Na pewno nimi inspirowane. „Koleje losu” ostatnia część trylogii autorstwa Mariana Piegzy opowiadająca o szeroko pojętej rodzinie Szlosarków.

Albo Schlosarków, bo wskutek rożnych zawirowań na przestrzeni 100 lat pisownia nazwiska się zmieniała. Ostatnia część? A może jednak to wcale nie trylogia i będą kolejne „koleje”? – No tak, na razie ukazały się trzy części tej opowieści – mówi Marian Piegza, literat, pedagog, publicysta, dawny nauczyciel i dyrektor chorzowskiego Gimnazjum nr 1. – „Odnaleziony portret”, „Inga i Mutek” oraz „Koleje losu” nierozerwalnie łączą się ze sobą. W „Kolejach losu” zostawiłem sobie, powiedzmy, taką „furtkę” do ewentualnego wykorzystania. Czytelnicy w trakcie spotkań autorskich zadawali mi pytanie, czy będzie kontynuacja? Myślę, że tak, ale na pewno nie od razu. Obecnie pracuję nad powieścią sensacyjną, której akcja toczy się w Świętochłowicach i śledczym w tej opowieści jest ktoś właśnie z rodziny Szlosarków, więc już jakby jest ku temu zaczyn, no ale zobaczymy – odkrywa co nieco ze swoich planów pisarskich i wydawniczych Marian Piegza.

I w „Kolejach losu” zadzianej na przestrzeni 100 lat pojawia się wątek kryminalny, co nadaje książce wartkość i nieprawdopodobny rytm. Buduje napięcie. Czytelnik pochłania niemalże całe stronnice, by jak najszybciej dowiedzieć się, co będzie dalej, by dotrzeć do finału! Nie brak też zdarzeń bardzo dramatycznych, wzruszających, poruszających. Powieść ma bogate tło obyczajowe, historyczne. – To fikcja literacka. Właściwie wszystko zostało tu wymyślone. Niemniej są epizody, które mogą mieć jakieś odniesienie do rzeczywistości, ale one stały się tylko natchnieniem. Nie jest tak, że coś wydarzyło się dokładnie tak, jak ja to opisałem – zaznacza Marian Piegza. – Proszę zobaczyć! Tutaj na ścianie wisi portret, który właśnie zainspirował mnie do napisania pierwszej części. Kupiłem go wiele lat temu w DESIE w Katowicach i kiedy przywiozłem go do domu, odwiedziła mnie moja mama i na portrecie tym rozpoznała swoją krewną, o której ja też coś tam wiedziałem, słyszałem, ale całą resztę dopisałem. Druga część to już czysta fikcja, z tym że chcąc nawiązać do rodziny Schlosarków, napisałem, że główna bohaterka mieszkała z rodzicami w kamienicy, w której niegdyś żyli poprzedni bohaterowie. Inga też przecież pojawia się w „Kolejach losu”, co powoduje, że te losy właśnie się splatają, przeplatają – mówi autor „Kolei losu”. I dodaje: – Zaczynając pisać, mam w głowie tylko schemat. W trakcie pracy to ewoluuje, rozwija się. Tworzę historię, a potem zdarza się, że nagle dochodzę do wniosku, że nie, że jednak coś jest nie tak, więc wracam do wątku, zmieniam go, poprawiam.

Książka pokazuje dzieje rodziny z Górnego Śląska na tle zmieniających się i mijających lat, wydarzeń historycznych, wojennych, dla których punktem wyjścia jest 1848 rok. Przekazuje, jak ważnymi wartościami są poczucie własnej tożsamości, godności, rodzina, przyjaźń i miłość, w tym też ta fizyczna. Opisana w sposób nienachalny, wyważony, odważny, ale nie wulgarny. To ogromna umiejętność i wyczucie ukazać emocje małżonków w trakcie zbliżenia po niekiedy długoletniej rozłące. – To przecież element naszego życia. Rozmawiałem na ten temat ze znajomym księdzem, który po lekturze drugiej części, powiedział mi, że dobrze, że ująłem też tę sferę życia, bo to jego dopełnienie i nie można tego pomijać. No przecież gdyby, przykładowo, scena powrotu męża z frontu do domu, skończyła się podaniem kolacji, byłoby to nienaturalne – stwierdza Marian Piegza.

Polecam gorąco „Koleje losu”! Książka między innymi do wygrania w naszym wakacyjnym konkursie. A jeśli ktoś z Was, Drodzy Czytelnicy, chciałby osobiście spotkać się z Marianem Piegzą, zapraszam 19 sierpnia o godzinie 18.00 do Księgarni Dopełniacz przy Rynku w Chorzowie.

Hanna Grabowska-Macioszek