Faceci w czerni (i bieli)

31 sierpnia 2015

Rozmowa z Bartoszem Zdechlikiewiczem, wokalistą zespołu Albo i Nie.

 

Albo i Nie 2gg: Jak zaczęła się Twoja przygoda z zespołem?

Bartosz Zdechlikiewicz: Pomysł założenia zespołu narodził się podczas jednej z prób Bytkowskiej Scholi Ducha Świętego w Siemianowicach Śląskich, do której należą Marcin, Michał i ja – Bartosz, a dokładniej kiedy Marcin kupił mandolinę. Głównym założeniem chłopaków było stworzenie składu, który bez użycia wzmacniaczy będzie mógł umilić czas gościom małych restauracji czy pubów. Spotkali się kilka razy, zapytali mnie czy nie przyszedłbym czegoś zaśpiewać, a ja chętnie się zgodziłem. Wkrótce okazało się, że czegoś, a raczej kogoś nam brakuje. Michał postanowił zaprosić na próbę swojego dobrego kolegę ze szkoły średniej – gitarzystę Wojtka, który dopełnił kwartet. Tak powstał zespół. Pozostało nam jeszcze wymyślić nazwę. Mieliśmy mnóstwo pomysłów i wybieraliśmy: może to? Nie. Albo to? Nie. Albo to? Nie. Stąd Albo i Nie. Strój, w którym występujemy nie jest przypadkowy. Na początku myśleliśmy o stylizacji lat 20-tych XX wieku, ale po kilku występach ujednoliciliśmy go do białej koszuli, czarnych spodni, butów i krawatu. Nowinką są kolorowe sznurówki.

 

gg: Zdobyliście bardzo wiele nagród na prestiżowych imprezach w kraju i z granicą. Które z nich są dla Was najcenniejsza?

BZ: Zdecydowanie nigdy nie jedziemy na festiwal z myślą o jakiejkolwiek nagrodzie. Poznajemy tam wielu wspaniałych muzyków (śpiewaków, instrumentalistów, zespoły), dzięki którym rozwijamy nasze umiejętności. Nie myślimy wtedy o  rywalizacji tylko o współpracy. Przekazujemy też naszą twórczość i to, jak czujemy muzykę. Wyniki to wybory jurorów lub publiczności. Ciężko mi wyróżnić trzy najważniejsze dla mnie nagrody, ale opowiem o jednej, która najbardziej utkwiła mi w pamięci. Festiwal „Przy kominku” w Kielcach, 6 grudnia. Nasz zespół znało tylko kilka osób z około 400-stu osobowej publiczności. Zanim zaczęliśmy grać zapytałem wszystkich zebranych czy dostali już prezent od Świętego Mikołaja. Ktoś krzyknął „Tak”, ktoś „Nie”. Odpowiedziałem, że my jeszcze nie dostaliśmy, ale Nagroda Publiczności byłaby idealnym prezentem. Cała sala głośno z nami zaśpiewała piosenkę „Waga”, która później zdobyła tę nagrodę. Wspomnienie tego dnia do dziś wywołuje szeroki uśmiech na mojej twarzy. Najwięcej radości przynoszą właśnie nagrody publiczności, bo jest to dowód na to, że zainteresowaliśmy obcych ludzi naszą twórczością, co cieszy najbardziej.

 

gg: W zeszłym roku można było oglądać występ Albo i nie w programie Must be the music – tylko muzyka, jak wspominasz ten czas?

BZ: Wspaniała przygoda, masa doświadczenia scenicznego, poznałem wielu bardzo uzdolnionych ludzi, a także gwiazd telewizji. Było to spełnienie marzenia naszych rodziców o oglądaniu swoich dzieci w telewizji, a przede wszystkim możliwość zaprezentowania naszych dźwięków milionom telewidzów oraz czwórce doświadczonych jurorów. Jeszcze raz bardzo dziękujemy wszystkim tym, którzy oddali na nas swoje głosy, dzięki Wam dotarliśmy aż do półfinału. Tak na marginesie było to bardzo miłe uczucie, kiedy przed koncertem konferansjer zapowiedział nas jako półfinalistów takiego show.

 

gg: Czy wydaliście już jakąś płytę?

BZ: W 2013 wydaliśmy płytę „Tak”, która spełniła jedno z naszych największych marzeń. Gdy się na nią patrzy i jej słucha to wszystko o nas wiadomo. Płyta wygląda jak my (też ma krawat), a słychać na niej wszystko to, co jest w nas. Dźwięki i słowa, z którymi utożsamiamy się w 100%. Po dobrym przyjęciu przez słuchaczy nie osiedliśmy na laurach. Zabraliśmy się za tworzenie kolejnej płyty. Mogłoby się wydawać, że od premiery „Tak” upłynęło już wiele czasu, bo mijają 2 lata, ale dla nas to tylko 2 lata. Czas upłynął bardzo szybko, a my staraliśmy się dopracować każdy dźwięk nowych piosenek, żeby nie zawieźć oczekiwań słuchaczy. Czy nam się udało okaże się już niedługo. Obecnie jesteśmy na etapie jej wydania, nie ma jeszcze oficjalnego tytułu, ale materiał jest już nagrany i czekamy na ustalenie daty i zorganizowanie koncertu premierowego.

 

gg: Czy wiążesz swoją przyszłość, karierę zawodową ze śpiewem i czym jest dla ciebie zespół?

BZ: Śpiewanie jest dla mnie czymś wyjątkowym, czego nigdy nie porównam do pracy od 8 do 16. Jest na tyle ważne, że nie chciałbym popaść w rutynę i używać wymiennie słów „praca” i „śpiewanie”. Dla wielu śpiew może być banalny, ale żeby dobrze to robić, ciągle trzeba się uczyć i ćwiczyć, dlatego dużo czasu poświęcam na pracę indywidualną i przede mną jeszcze dużo do zrobienia.
Nie chcę planować, rozmyślać czy mój zawód to właśnie muzyka. Mam jeszcze chwilę czasu na decyzję i na dzień dzisiejszy myślę , że lepiej jeśli zaczekam na to, co będzie mi dane.
Albo i Nie to z pewnością spełnienie marzenia. Nie zamieniłbym naszego kwartetu na żaden inny band. Każde spotkanie z chłopakami na próbie, przed koncertem, czy te zupełnie prywatne pokazuje mi, jak dużo im zawdzięczam. Są dla mnie starszymi (choć niewiele) braćmi. Wspólna pasja jaką jest muzyka tworzy między nami relacje, dzięki której rozumiemy się praktycznie bez słów.

 

gg: Jakie są najbliższe plany i gdzie można was usłyszeć?

BZ: Najbliższe plany to wydanie drugiej płyty oraz szeroka jej promocja, koncert premierowy, koncerty promocyjne itp. Najbliższe wydarzenie to czwarte urodziny Albo i Nie. 25 września o godzinie 19:00 zapraszamy wszystkich do Parku Tradycji w Siemianowicach Śląskich na koncert urodzinowy, w którym wystąpi Albo i Nie i nie tylko…

Rozmawiała Karolina Bula

Foto: Archiwum Albo i Nie

 

A wszystkich, którzy chcieliby usłyszeć próbkę możliwości zespołu przed koncertem i dowiedzieć się więcej zapraszamy na stronę www.alboinie.pl. oraz na https://www.facebook.com/AlboINie?fref=ts