Trudno żegna się kogoś, kto kochał życie tak mocno, jak Barbara Ptak. Swoją miłością do życia obejmowała męża Stanisława, z którym spędziła ponad 50 lat aż do jego śmierci, córkę Beatę, wnuczki, ale także pracę. Powiedzieć bowiem, że praca była jej pasją, to nic nie powiedzieć. Tworząc kostiumy i scenografie, kreowała autonomiczne światy i w pewnym sensie zmieniała ten zewnętrzny, szary świat na lepsze, barwniejsze i intensywniejsze miejsce. Tym trudniej jest wspominać taką osobowość, gdyż wspomnienia z czasem blakną, a Barbara Ptak była tak wyrazista, że z pewnością nie da zatrzeć się w pamięci.
Jako kostiumografka brała udział w tworzeniu ponad 80 filmów, z czego cztery do których zaprojektowała kostiumy, otrzymały nominacje do Oscara: Nóż w wodzie (1963), Faraon (1966), Ziemia Obiecana (1975) oraz Noce i dnie (1976). Współpracowała m.in z Kazimierzem Kutzem, Januszem Majewskim, Jerzym Antczakiem, Andrzejem Wajdą, Jerzym Kawalerowiczem, podbijając świat filmu pracowitością i talentem.
Do dorobku artystki należą również kostiumy i (w mniejszym stopniu) scenografie do około 130 realizacji teatralnych, również Teatru Telewizji. W ciągu swej kilkudziesięcioletniej kariery artystka współpracowała z następującymi placówkami kulturalnymi w Polsce: Operetką Śląską w Gliwicach, Teatrem Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach, Operą Śląską w Bytomiu, Teatrem Bagatela w Krakowie, Teatrem Polskim w Bielsku-Białej, Teatrem Zagłębia w Sosnowcu, Teatrem na Woli w Warszawie, Teatrem Nowym w Zabrzu, Teatrem Powszechnym w Łodzi, Teatrem Wybrzeża w Gdańsku, Teatrem Rozrywki w Chorzowie, Teatrem im. Kochanowskiego w Opolu, Operą w Bydgoszczy, Teatrem Dzieci Zagłębia im. Jana Dormana w Będzinie, Teatrem Syrena w Warszawie, Teatrem Satyry „Maszkaron” w Krakowie, Teatrem im. Stefana Jaracza w Olsztynie, Teatrem Muzycznym w Łodzi, Teatrem im. Adama Mickiewicza w Częstochowie, Sceną 113 Górnośląskiego Centrum Kultury im. Krystyny Bochenek w Katowicach, Teatrem Muzycznym im. Danuty Baduszkowej w Gdyni, Operą Nova w Bydgoszczy.
Stworzyła również kostiumy do dwóch spektakli operowych we Włoszech: L’Ape musicale i Don Giovanni. W 1963 roku otrzymała w Berlinie ministerialną nagrodę za nadzwyczaj oryginalne kostiumy do sztuki Planeta miłości (Planet der Verlieben) G. Natchinskiego wystawianej w teatrze w Wittenberdze.
Jej osobowość wymykała się wszelkim schematom, być może dlatego z łatwością udawało się jej w projektowanych kostiumach godzić prawdę historyczną z fantazyjną atrakcyjnością przyciągającą oko widza. Zawsze doskonale przygotowana, z solidnym zapleczem merytorycznym, bawiła się konwencjami, zachowując przy tym szacunek dla źródeł historycznych. Henryka Wach-Malicka w laudacji z okazji 90. urodzin Barbary Ptak określiła ją mianem „współtwórczyni urody i nastrojów największych polskich przebojów ekranowych”. Fraza ta trafia w sedno twórczości Barbary Ptak, która do precyzyjności dokładała sobie tylko właściwą dawkę fantazji, czyniąc kadry synestezyjną ucztą zmysłów.
Andrzej Wajda, wspominając pracę przy Ziemi obiecanej, wielokrotnie podkreślał, że Barbara Ptak pomogła mu „zobaczyć postaci”. W przypadku tekstu tak złożonego, jak powieść Władysława Reymonta, wielowymiarowość postaci mogłaby się rozpłynąć w nadmiarze szczegółów, jednak kostiumografka stworzyła wizję spójną i wielowarstwową jednocześnie, podkreślając osobowość bohaterów, a przy tym unikając wpisywania ich w szablon.
Pracując nad kostiumami, poświęcała nie tylko swój czas zawodowy, ale przede wszystkim życie, często całe lata życia. Obecna na planie filmowym, czuwała nad każdym szczegółem, osobiście doglądając prac oraz szukając rozwiązań w kryzysowych sytuacjach.
Barbara Ptak nie znała kompromisów, nie zadowalała się tańszymi zamiennikami ani realizacją masową. Nie czyniła tak jednak dla zaspokojenia własnych artystycznych ambicji ani z powodu zwykłego uporu, lecz z szacunku dla postaci – każda z nich zasługiwała na indywidualne podejście. Projektując kostiumy, chciała nie tylko podkreślić urodę aktorek, które miały je nosić, ale także uwydatnić osobowość kreowanych przez nie postaci. W ten sposób odrywały się one od kart scenariusza, były nie tylko nośnikami informacji o fabule, ale jako pełnowymiarowe osoby tworzyły głęboką więź z widzem. Jako dowód niech posłużą słowa Henryki Wach-Malickiej:
„Oj, co do tego, że pani Basia żyć lubi i umie, nie ma wątpliwości. Ozdoba każdej gali, dusza towarzystwa, niestrudzona propagatorka odwagi w modzie. Zawsze w doskonałym humorze, zawsze skora do artystycznych wyzwań. Tylko czasem załazi za skórę dyrektorom teatrów albo kierownikom filmowych produkcji, gdy nie zgadza się na półśrodki, bo „tak jest oszczędniej”. Wtedy ze ślicznej i łagodnej pani Basi wychodzi harda i bezwzględna pani Barbara. I to jest jedyny moment, gdy Ptakowa (właśnie tak, żadnych tam poufałości) krzyczy. Nawet na Andrzeja Wajdę krzyczała, gdy zgodził się nieopatrznie z zaopatrzeniowcem, żeby tłum szwaczek odziać w jednakowe kaftaniki. – No, w życiu bym na to nie pozwoliła – zapala się jeszcze po latach – żeby te kobiety „upokorzyć”, nawet na ekranie! Były biedne i głodne, ale chciały się podobać. Koszulki ozdabiały; własnoręcznie je wyszywały. To nie moja fanaberia, to fakt, potwierdzony materiałem dowodowym; rysunkami i zdjęciami z tamtych czasów!” (Henryka Wach-Malicka, Scenografica, której żaden reżyser nie podskoczył, „Dziennik Zachodni” z 17 kwietnia 2020)
Barbara Ptak znała swoją wartość, a także wiedziała, jak ciężka i niedoceniana bywa praca kostiumografki. Swoją determinacją doprowadziła do powstania „Muzeum Barbary i Stanisława Ptaków”, czyli wystawy stałej Działu Teatralno-Filmowego Muzeum Historii Katowic, w ten sposób nie tylko podsumowując swój olbrzymi wkład w historię teatru i kina, ale również oddając hołd wszystkim kostiumografkom i kostiumografom, często zapominanym czy też pozostawianym poza obiektywem kamery. „Muzeum Barbary i Stanisława Ptaków” stanowi jeden z wielu dowodów na to, jak bardzo dla Barbary Ptak liczył się człowiek. Człowiek pojmowany jako istotna, wielowymiarowa całość. Wystawa bowiem przez pryzmat życia Barbary i Stanisława prezentuje historię teatru i filmu, pokazując, że nie ma historii kultury bez historii konkretnego człowieka, nie ma konkretnego dzieła bez konkretnego życia. I my dziś tego człowieka, który żył w pełni i którego dzieła pozostaną na długo żywe, z wielkim bólem żegnamy.
Ogromnie przykro!
Tekst i foto: dzięki uprzejmości Muzeum Historii Katowic Dział Teatralno-Filmowy