W opozycji do wiosny

18 marca 2020

Budzącej się do życia po zimie przyrody… Atakuje. Zewsząd. Napastliwie! Bezwzględnie! Co? Koronawirus.

O tym, że coś jest nie tak, przekonamy się, patrząc na świat przez okno (tak chyba obecnie najbezpieczniej?), albo ryzykownie… wychodząc chociażby na tak dziś zalecany spacer. Taka ciekawostka! Nagle okazało się, jakim dobrem na miarę luksusu jest ów spacer. Niby każdy o tym wiedział, że dla zdrowia, dobrego samopoczucia, może mieć właściwości zbawienne. Ale to tak na marginesie, nie mówiąc o tym, że samotny, kiedy po drodze nie mijamy nikogo, niemal jak Will Smith w filmie „Jestem legendą”, wcale to ożywczo działać nie musi, ale może… Kiedy w jego trakcie oddamy się refleksjom na temat wiosny. Coraz piękniejszej, słonecznej, cieplejszej.

Aura zupełnie jakby chciała nam powiedzieć…Ale o co chodzi? Nic się nie zmieniło, ja rozwijam się zgodnie ze swoim cyklem rocznym. I cudownie! Szczególnie w tym dziwnym czasie, krzepiące jest to, że niektóre rzeczy potrafią być constans.

Tymczasem zewsząd napływają do nas coraz to nowe informacje na temat „K”. I dobrze! Bo jak wiadomo, niewiedza jest gorsza od… Epidemii? Być może? Sieć jednak (niestety!) aż kipi także od wiadomości nieprawdziwych, tzw. fakenewsów. Ci którzy je rozsyłają, powinni się wstydzić … Co najmniej! Nie wierzmy zatem we wszystko, co przeczytamy w Internecie. Nie bagatelizujmy, ale też  nie nakręcajmy się wzajemnie, że to dopiero początek. Takie czarnowidztwo do niczego dobrego nie prowadzi. A strach i stres zmniejsza naszą odporność. Zły stan psychiczny równa się zły stan fizyczny. Jestem tego wzorcowym przykładem. Jeśli serce boli i boi, to boli i boi od razu po prostu wszystko! Taki truizm: ale tylko spokój może nas uratować.

W Internecie pojawia się też wiele memów i dowcipów na temat wiadomy. I tu dzięki każdemu, kto je udostępnia. Na mnie działa to jak najwspanialszy wentyl bezpieczeństwa. Nie od dziś wszak wiemy, że jeśli coś nas przeraża, najlepiej z tego się śmiać.

Tak naprawdę wcale wesoło nie jest. To, co na co dzień wydaje nam się błahe, bo możemy to mieć już, natychmiast, to gdy pojawia się zakaz, nagle jakże dotkliwie go odczuwamy. Czy na co dzień tak bardzo brakuje wyjścia po zakupy, „na sklepy”? Przyznam uczciwie, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz „na nich” byłam. Kiedy mogłam, aż takiego znaczenia dla mnie nie miały. Nagle nie mogę, a chcę! Przedziwne uczucie. Kiedy z przyjaciółmi można spotkać się ot zaraz, to często odkładamy spotkanie na inny termin, przeważnie na tak zwane wieczne nigdy, bo nie mamy czasu, bo nam się nie chce… Przykłady można mnożyć, choć ten z przyjaciółmi być może w moim przypadku zbyt trafiony nie jest. Dla nich zawsze chcę, choć często nie mogę, ale czas staram się mieć zawsze. I teraz mając świadomość, że tak naprawdę nie wiem, kiedy znów zobaczę moje „Takie Panie” Kochane, (choć widziałyśmy się zaledwie tydzień temu, a bywało że z co poniektórymi nie widywałyśmy się czasem nawet kilka miesięcy), wpływa na mnie wręcz fatalnie.

Nagle doceniamy to, czego zwykle nie zauważamy. Ale niestety tak jest zazwyczaj. Kiedy nie możemy, najbardziej chcemy, bo zakazany owoc… marzeń ciemnych tabu. To już chyba zna każdy!

To co mieliśmy w planach towarzyskich, czy zawodowych, nagle musimy odwołać, przełożyć. Na kiedy? No właśnie tego nie wie nikt. Teoretycznie wiadomo, ale co przyniesie praktyka…?

Sama bardzo staram się trzymać pion. Niczym przez sito cedzić informacje i przetwarzać je w sposób, który będzie najmniej niekomfortowy. Codziennie z uporem maniaka przekonuję samą siebie, że będzie dobrze. Nie działa!

Niemniej jak zawsze przy każdym nawet najczarniejszym scenariuszu staram się szukać światełka w tunelu. Być może tenże chichot Matki Natury, czegoś nas nauczy? Nas społeczeństwo? Pokory i szacunku do drugiego człowieka i samego siebie, do bycia i życia. Może zaczniemy tego drugiego człowieka zauważać? Staniemy się bardziej ludzcy, empatyczni, życzliwi? Może to nas zjednoczy i dostrzeżemy, że czasem jest coś ważniejszego, coś ponad podziały polityczne.

30 mydeł przez pół roku nie zużyjemy (wie to nawet ten najbardziej zboczony na punkcie czystości, nawet ten kto potrafi szorować zapamiętale… nowe, szczelnie zapakowane i dopiero co otwarte tacki do grillowania przed ich użyciem), a komuś innemu zabraknie. Czyżbyśmy nagle stali się przewrażliwieni na punkcie higieny? Szczerze w to wątpię. Jeśli skończą się nam nagle orzeszki ziemne, od ich braku naprawdę nam nie ubędzie. Nie musimy zatem niezwłocznie pędzić po nie do sklepu: wielkopowierzchniowego. Zastosujmy się do zaleceń i wytycznych, mimo, że tak jak już wspominałam, wszelkie zakazy i nakazy są nie w smak. I takie przeświadczenie, że przecież mnie to nie dotyczy, jest najgłupsze na świecie. Dotyczy! Każdego!

To genialny sprawdzian dla ogółu, jak i dla nas indywidualnie. Na pewno, a przynajmniej taką żywię nadzieję, że stan ten przyniesie też wiele dobrego.

A osobiście? Na ile tylko możemy, wykorzystajmy ten czas na bycie z najbliższymi. Dbajmy o siebie i innych. I weźmy tego koronawirusa na klatę! Odpowiedzialnie!

Jaka refleksja na koniec? Budząca się do życia przyroda jest pięknym symbolem nowego życia, nowych nadziei. Dziś jest to bardziej wymowne, niż kiedykolwiek wcześniej.

Hanna Grabowska-Macioszek