Czy tablet może zastąpić rodziców?

21 października 2014

Obecnie nowoczesne technologie to stały element współczesnego świata, zaś kursy, szkolenia czy warsztaty językowe to już standard niezależnie od wieku uczestników. Wykorzystane w odpowiedni sposób mogą w znaczącym stopniu ułatwiać życie i naukę. Jednak niezależnie od swoich zalet, nigdy zastąpią rodziców – o tym ekspert ze szkoły Helen Doron Early English Agnieszka Godlewska – Wawrzyniak.

 

Technologia to nie wszystko

Jak pokazują badania przeprowadzone w 2013 r. przez Katedrę Pedagogiki Wyższej Szkoły Biznesu, niemal 70% dzieci w wieku przedszkolnym oraz szkolnym nie jest przytulane przez rodziców. Co więcej, połowa z nich nie jada z nimi wspólnych posiłków nawet w weekendy, a praktycznie co trzeci maluch nie przebywa ze swoimi najbliższymi w godzinach wieczornych, ponieważ wracają zbyt późno z pracy. Jak twierdzą autorzy badań, częściowo za całą sytuację odpowiada system pracy i rynek, który wymaga bardzo dużego zaangażowania i najczęściej pełnej dyspozycyjności. Skutkiem tego jest przemęczenie rodzica i brak nie tylko czasu, ale przede wszystkim sił na spędzenie wieczoru ze swoją pociechą. Jako rekompensatę braku czasu coraz częściej stosuje się elektroniczne gadżety, które mają wynagrodzić dzieciom nieobecność najbliższych, zaś samym dorosłym pomóc w zagłuszeniu wyrzutów sumienia. Należy jednak pamiętać, że osobowość oraz charakter malucha kształtowane jest przede wszystkim przez najbliższe otoczenie, szczególnie we wczesnych etapach życia, a tym sam nieobecność rodziców może mieć, szczególnie w okresie dojrzewania, duże konsekwencje. Spędzanie wspólnego czasu z dziećmi, niezależenie od rodzaju aktywności, służy bowiem budowaniu więzi, zaufania i poczucia bliskości. Niezależnie od tego czy jest to nauka, wspólne sprzątanie, gotowanie czy zabawa. Zaburzenie tej relacji może spowodować odsunięcie się od opiekunów, a nawet alienację. Nie oznacza to jednak całkowitego wyeliminowania sprzętów elektronicznych w okresie dzieciństwa. Edukacyjne gry czy interaktywne książki mogą ułatwić maluchom przyswajanie wiedzy. Podobnie sieć, komputer czy tablet pod warunkiem, że wykorzystywane są jako dodatek, nie zaś podstawowe narzędzie.

Złoty środek

Zupełnie inną perspektywę przedstawiają brytyjscy rodzice. Według raportu Futurelab z 2010 roku, ponad 90% rodziców biorących udział w badaniu stwierdziło, że spędzanie wolnego czasu w gronie rodzinnym jest bardzo ważne, bez względu na to, czy jest to czas przeznaczony na zabawę, czy naukę. Aż 78% z ankietowanych przyznało, że sami nauczyli się nowych rzeczy pomagając swoim pociechom. Bardzo ważnym aspektem samego badania było również stosowanie najnowszych technologii, jako formy pomocy w nauce, m.in. telefonów komórkowych, Internetu czy tabletu. Wykorzystywane w odpowiedni sposób oraz z umiarem stają się idealną pomocą naukową w tłumaczeniu wybranych zagadnień. Co ciekawe, rodzice korzystając razem z dziećmi z elektronicznych urządzeń sami poszerzają swoją wiedzę.

Dorośli powinni być świadomi przede wszystkim tego, jakie korzyści daje przebywanie z dziećmi. Dzięki temu pociechy lepiej radzą sobie w szkole, są szczęśliwsze, czują się bezpiecznie, a sam proces dojrzewania przebiega łagodniej. Co jednak najważniejsze czas, który rodzice poświęcają na naukę ze swoimi pociechami okazuje się mieć równie duże, jeżeli nie większe znaczenie, jak edukacja szkolna.

Języki obce, basen – a może zwykła zabawa w domu?

Z każdym rokiem przybywa przedszkoli oraz szkół, które swoim podopiecznym zapewniają szeroką ofertę zajęć dodatkowych. Od licznych kursów językowych, przez zajęcia sportowe, na artystycznych kończąc. Co jednak zatrważające, coraz częściej tak różnorodne możliwości rozwoju owocują zbyt dużymi wymaganiami rodziców, które uwarunkowane są potrzebą zagwarantowania dziecku lepszej przyszłości. – Wybór odpowiednich zajęć dodatkowych jest bardzo ważny. Naturalnym jest, że każdy rodzić chce zapewnić swoim dzieciom wszystko to, czego sam nie miał. Najważniejsze jest jednak to, co jest interesujące dla malucha i jakie są jego pasuje – tłumaczy Agnieszka Godlewska – Wawrzyniak, ekspert ze szkoły Helen Doron Early English. – Zapisanie na zbyt dużą liczbę dodatkowych zajęć, często interesujących z punktu widzenia dorosłego, ale niekoniecznie dziecka, w połączeniu z brakiem wolnego czasu, zamiast wzbudzić zainteresowanie naszej pociechy, wyrządzi mu większą krzywdę – dodaje.

Pomimo tak wielu ofert, większość zajęć prowadzona jest bez udziału rodziców. Na szczęście są wśród nich również takie, w których obecność najbliższych jest możliwa. – Dzięki temu, że rodzice biorą udział w zajęciach razem ze swoimi dziećmi, zbliżają się do siebie jeszcze bardziej, a nauka staje się przyjemniejsza. Każdy dostaje dodatkowo specjalne nagrania, które należy puszczać w domu 2 razy dziennie. Dziecko osłuchuje się w ten sposób z językiem, ucząc się nieświadomie nowych słów, a dodatkowo spędzą czas w gronie swoich najbliższych. – wyjaśnia ekspertka.

O ile nowe technologie są obecnie nieodłącznym elementem rzeczywistości, a pozbawienie dzieci dostępu do nich oznacza odebranie im również ważnych kompetencji – liczy się umiar. Podobnie, jeśli spełniamy każde materialne marzenie dziecka lub dajemy mu możliwość uczestniczenia w kilkunastu warsztatach, musimy pamiętać, że żadne z tych rozwiązań nie zastąpi najbardziej naturalnej relacji, jaką jest ta łącząca je z rodzicami.

 

Tekst: Agencja inplus PR

Foto: pixababy i Helen Doron