Słodkie efekty troski o naturę

17 lipca 2020

Pierwsze plastry miodu z uli ulokowanych na dachach NOSPR-u, Basenu Burowiec i Basenu Brynów. Po przeanalizowaniu składu miód może trafić do słoiczków i promować ekologiczne inicjatywy miasta Katowice.

W maju, na zlecenie Wydziału Promocji Miasta Katowice, ustawiono na dachach miejskich budynków trzy ule. Każdy został zasiedlony łagodną rasa pszczół miodnych. W sumie może w nich zamieszkać nawet 120.000 pszczół. – Ile miodu uda się zebrać? To najmniej istotna kwestia. Miejskie pszczoły to nie niewolnice. Nie muszą produkować miodu, mają ważniejszą misję. Miód, którym miasto może się dzielić z mieszkańcami, jest tylko słodkim dodatkiem do tego przedsięwzięcia, w którym, choć w małym stopniu, oddajemy przyrodzie to, co jej zabraliśmy. Bez bioróżnorodności nie będzie dobrostanu – mówi Marta Chmielewska, naczelnik wydziału promocji Urzędu Miasta Katowice.

Po co w mieście pszczoły?

W 1978 roku, w warszawskich Łazienkach, pszczoła użądliła żonę Edwarda Gierka. Pierwszy sekretarz nakazał usunąć pszczoły z parku. Efekt był piorunujący – w Łazienkach zapanowała przeraźliwa cisza. Z powodu braku owoców na drzewach i krzewach z parku wyniosły się między innymi szpaki, sikorki i wróble . Historia banalna, podobnych słyszeliśmy już wiele – wystarczy usunąć niewielki fragment ekosystemu, a coś spektakularnie runie. Pszczoły są jednym z kluczowych elementów tego systemu – w  dodatku faktycznie znikającym.

Jeszcze 40 lat temu w USA liczbę pszczelich kolonii szacowano na 4,5 miliona, obecnie jest ich trzy razy mniej. Tylko we Włoszech wyginęło już 176 gatunków pszczół, a kolejne 791 jest zagrożonych . Nie wiemy, co dokładnie szkodzi pszczołom: pestycydy, infekcje wirusowe i bakteryjne, zmiany klimatyczne, malejąca liczba naturalnych siedlisk, monokultury rolnicze czy rośliny modyfikowane genetycznie? Wiemy natomiast, że pszczoły miodne i dziko żyjące odpowiadają za zapylanie roślin, stanowiących 30% naszej diety .

W 2015 roku Greenpeace wyceniało pracę pszczół w województwie śląskim na 39 milionów złotych. Zapylanie rzepaku wyceniono na 22 miliony zł, a zapylanie krzewów i drzew owocowych na kolejne 12 milionów zł . Dość powiedzieć, że 98% czereśni, 92% gruszek i czarnych porzeczek oraz 90% jabłek rośnie dzięki zapyleniu przez owady. W tym miejscu zazwyczaj przywołuje się zdanie wypowiedziane najpewniej przez Alberta Einsteina (albo Karola Darwina): „Od chwili gdy zginie ostatnia pszczoła, człowiekowi pozostaną cztery lata życia”. Pewnie nie będzie tak źle. Przetrwamy jedząc glony, żyto czy pszenicę.

Katowice – owady to też mieszkańcy miasta

Szacuje się, że ponad 75% roślin uprawianych w Europie rozmnaża się dzięki zapylaniu przez pszczoły i inne owady. Paradoksalnie to właśnie miasta mogą być dla nich wymarzonym siedliskiem. W przeciwieństwie do obszarów wiejskich nie używa się tutaj aż tylu pestycydów, a i różnorodność roślin jest dużo większa. W dodatku nie ma obaw o brak pokarmu. W mieście nie znajdziemy ciągnących się po horyzont pól rzepaku czy jednogatunkowych sadów. Tutaj zawsze coś kwitnie. Jak nie w parkach, to na parapetach.

Miejskie ule to wprawdzie bardzo widoczna, ale jednak mała część działań prowadzonych w Katowicach. Wystarczy wspomnieć o wysianiu łąk w centrum miasta, zmianach w sposobach koszenia traw czy ciągłym wysiewaniu i pielęgnacji roślin. Miasto zachęca też do szukania w swoim otoczeniu starych, nieużywanych donic i do adoptowania ich na kwietne łąki.  Jeśli się na to zdecydujemy, to w pakiecie startowym otrzymamy nasiona (między innymi roślin, które uwielbiają zapylacze) i kompost, który powstał z bio-odpadów.

Katowickie pszczoły nie prowadzą fabryki

Z tej perspektywy głównym zadaniem katowickich pszczół nie jest wcale produkcja miodu. Ważniejsze jest upowszechnianie wiedzy, zwrócenie uwagi na współistnienie różnych gatunków zwierząt i roślin w naszym codziennym życiu.

– W Europie żyje ponad 2.500 gatunków owadów zapylających. Jeśli nasze ule zainspirowały Państwa do działania, to zawsze warto zacząć od posadzenia kwiatów czy ziół. Dobrze też zrezygnować ze stosowania środków chemicznych do ochrony roślin. Kto woli działania bardziej kreatywne, niech zbuduje hotel dla zapylaczy, albo zaangażuje się w program adopcji donic – dodaje Marta Chmielewska.

UM Katowice