Wróżenie z fusów i inne bajanie

25 listopada 2014

Zwrot ten rozumiany potocznie bynajmniej nie ma za wiele wspólnego z wróżbami andrzejkowymi. Używamy go przeważnie dla określenia sytuacji niepewnej i oznacza właściwie tyle samo, co wielka niewiadoma czegoś co nas czeka. Gdy jednak potraktujemy go dosłownie, być może doczekamy się odpowiedzi na nurtujące nas pytania.

 

Z fusów odczytywano wróżby już wieki temu w wielu częściach świata. Najbardziej znaną formą jest wróżenie z zaparzonych liści herbaty. Pić musiała ją przeważnie osoba, której wróżba dotyczyła.

Z fusów nie wróżyły natomiast dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 36 w Katowicach, które odwiedziły Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny”, by poznać dawne wróżby odczyniane niegdyś w wigilię św. Andrzeja. – No właśnie, dziś jeśli wróżymy, to przeważnie odbywa się to w dniu „Andrzejek”, a nie w ich wigilię – mówi Przemysław Badura, przewodnik muzeum, który prezentował dawne andrzejkowe obyczaje. – Praktykowanie wróżb niestety w ogóle zanika, a z okazji tego dnia organizowane są zazwyczaj zabawy taneczne, czy dyskoteki w trakcie których wyłącznie tańczymy, z rzadka wróżymy. Takie imprezy z wróżbami to zwykle organizowane są dla dzieci – podkreśla Przemysław Badura. W trakcie prezentacji opowiadał o tym, wokół jakich zajęć, skupiały się dawniej prace na wsi jesienią. Jedną z nich było skubanie pierza przez kobiety. Aby czynność ta przebiegała w wesołej atmosferze, gospodynie z tej okazji piekły ciasto, zapraszały znajome kumy, by grono było duże i zacne. Mogły wtedy do woli plotkować i zwierzać się sobie ze swoich miłostek. Te opowieści o tym, kto się komu podoba, owocowały wróżbami właśnie, bo baby chciały wiedzieć, czy ich oblubieńcy odwzajemnią uczucia. Inne chciały poznać imię przyszłego męża, bądź wiedzieć co je wkrótce czeka. Jak mówi Przemysław Badura wróżby odczyniali także mężczyźni. – Tradycja „Katarzynek” nie jest już obecnie w ogóle kultywowana. Dawniej w wigilię św. Katarzyny, tak jak panie w wigilię św. Andrzeja, zbierali się panowie, młodzi chłopcy i także wróżyli, bo byli ciekawi, co im los szykuje – tłumaczy Przemysław Badura.

Podobnie w muzeum wróżyły także dzieci: z obranej skórki jabłka odczytywały pierwszą literę imienia przyszłego chłopaka, bądź dziewczyny, pod kubeczkami szukały przedmiotu, który określał, co im się przydarzy. Sól to nieszczęście, obrączka – szybkie zaręczyny, zamążpójście, gałązka mirtu – staropanieństwo, moneta – bogactwo, różaniec/krzyżyk – zakon. Najbardziej znaną i oczekiwaną wróżbą było lanie wosku przez klucz. Powstający z wosku kształt oglądano następnie w świetle świecy i dopatrywano się, co przedstawia.

Wśród woskowych kształtów znalazł się zajączek, świnka morska, głowa strusia i wiele innych ciekawych wróżb. Te zaprezentowane w muzeum to tak naprawdę tylko niewielka liczba, bo wróżb andrzejkowych jest bardzo dużo. Można wymienić między innymi układanie butów do progu izby, obejmowanie sztachet w płocie, czy chociażby wspomniane już wróżenie z fusów. I co prawda wigilia św. Andrzeja dopiero w sobotę, może warto już dziś przemyśleć formę jej spędzania?

Czy do wróżb andrzejkowych należy przywiązywać jakąś wagę? Można w nie wierzyć, bądź nie. Na pewno jest w nich jakaś magia, o którą dziś czasem tak trudno… W drodze powrotnej z muzeum spotkałam czarnego kota i na wszelki wypadek skręciłam w inną stronę…. Tak na wszelki wypadek.

Tekst i foto: Hanna Grabowska-Macioszek