Dopalacze zbierają żniwo

17 lipca 2015

Około 60 osób zatrutych dopalaczami trafiło od początku miesiąca tylko do szpitala w samej Rudzie Śląskiej. Ze względu na agresywne zachowanie 34 pacjentów zostało tam dowiezionych w asyście policji. W rudzkim magistracie odbyło się posiedzenie sztabu kryzysowego w tej sprawie. Efektem spotkania jest projekt kampanii profilaktycznej, mającej uświadamiać zagrożenia, jakie niesie za sobą zażywanie dopalaczy. Trzeba działać, bo problem dotyczy nie tylko Rudy Śląskiej. Walka z dopalaczami trwa niemal w całym regionie.

 

– Wydarzenia ostatnich dni pokazują, że dopalacze zbierają żniwo również wśród mieszkańców Rudy Śląskiej, dlatego działania edukacyjne będą skierowane zarówno do dzieci, młodzieży, jak i dorosłych – wyjaśnia Krzysztof Mejer, wiceprezydent Rudy Śląskiej. – W pierwszym etapie kampania informacyjna zostanie przeprowadzona na łamach lokalnej gazety. Za jej pośrednictwem chcemy zaapelować do rodziców i dziadków, by bacznie przyglądali się swoim pociechom oraz uświadomić mieszkańcom, jak groźne są dopalacze – dodaje. Kolejnym krokiem będzie wydanie specjalnego informatora, który będzie dystrybuowany w różnych punktach miasta, w szczególności na basenie, który w okresie letnim przeżywa oblężenie. Kolejnym etapem będzie film edukacyjny, który po wakacjach zostanie wyświetlony w rudzkich placówkach oświatowych. – Chcemy przekonać do wystąpienia w filmie osoby, które przeżyły piekło zatrucia dopalaczami. W ten sposób łatwiej będzie trafić do wyobraźni młodych osób, które dziś nie mają świadomości jak groźne są te środki – podkreśla Mejer.

Od początku lipca do wczoraj do szpitala w Rudzie Śląskiej trafiło 56 osób zatrutych dopalaczami. 37 z nich trafiło tam w okresie tygodnia. Średnio z powodu zatruć dopalaczami w Rudzie Śląskiej hospitalizowanych jest około 8 osób miesięcznie. Tymczasem tylko w miniony poniedziałek do rudzkiego szpitala przyjęto 9 osób. – Pacjenci są badani przez lekarza, następnie wykonywane są podstawowe badania laboratoryjne oraz włączane jest nawadnianie pozajelitowe – mówi lek. med. Marek Potempa, ordynator Oddziału I Chorób Wewnętrznych i Reumatologii w Szpitalu Miejskim w Rudzie Śląskiej. – Podejmowana jest też decyzja, czy nie zachodzi bezpośrednie zagrożenie życia i czy nie jest wymagane dalsze leczenie w innym ośrodku, bardziej specjalistycznym. Nie ma niestety typowej odtrutki na zatrucie dopalaczami – wyjaśnia. Do szpitala przywożone są osoby w różnym stanie – często są one nieprzytomne, albo są na tyle pobudzone, że pogotowie musi je przywozić w asyście policji. Od początku miesiąca rudzcy mundurowi udzielili 34 takich eskort.

Większość dopalaczy ma postać tabletek lub mieszanek do palenia. Stanowią je preparaty zawierające w swym składzie substancje psychoaktywne, które zagrażają życiu i zdrowiu. – Zażywanie dopalaczy może doprowadzić do uszkodzenia kory mózgowej – przestrzega psycholog Beata Dyjas z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Rudzie Śląskiej. – Takie zmiany mogą powodować choroby psychiczne. Jeżeli dojdzie do uszkodzenia kory czołowej, to osoba taka staje się bardziej impulsywna. Ale mogą też wystąpić odwrotne reakcje, to jest zespoły otępienne. U osób zażywających dopalacze zmiany w psychice zachodzą stosunkowo szybko  – dodaje.

Produkcja, sprzedaż i reklamowanie dopalaczy jest obecnie w Polsce ustawowo zakazane. Sprzedawcy tych specyfików za wszelką cenę próbują jednak obejść obowiązujące w tym zakresie przepisy i zakazane substancje oferują w nielegalnej sprzedaży jako produkty kolekcjonerskie czy kadzidła. – Wykryte w dopalaczach substancje niedozwolone trafiają na „czarną listę”. Handel nimi jest ustawowo zakazany, ale producenci dopalaczy często modyfikują ich skład chemiczny i w ten sposób obchodzą prawo. Przebadanie próbek w specjalistycznym laboratorium i wykrycie ich składu jest czasochłonne, a to działa na korzyść osób uwikłanych w ten proceder, bo do czasu określenia dokładnego składu dopalacza i wpisania go na listę substancji zakazanych jego sprzedaż jest legalna – zaznacza szef rudzkiej policji, Leszek Surniak. Rudzkim służbom mundurowym wiadomo o dwóch punktach, w których sprzedawane są dopalacze. W chwili obecnej jeden z nich jest czasowo zamknięty. Działają one na granicy prawa, ale dopóki sprzedają środki, które nie zostały wciągnięte na listę substancji zakazanych, ich właścicieli nie można pociągnąć do odpowiedzialności karnej.

O dopalaczach zrobiło się znów głośno w ostatnich dniach, gdy do szpitali w całym województwie zaczęły trafiać osoby z objawami zatrucia substancją o handlowej nazwie „Mocarz”. Zabezpieczony przez policjantów preparat ma postać zielonego suszu roślinnego przeznaczonego do palenia. Przeprowadzone badania wykryły w nim syntetyczne kanabinoidy, po wypaleniu których występują efekty bardzo podobne do tych, jakie wywołuje marihuana i haszysz, tyle, że nawet kilkaset razy silniejsze. Efektem ich zażycia są m.in. zmiana nastroju i samopoczucia, błogostan, euforia, halucynacje, czasami depresja, apatia i urojenia. Następuje wzrost ciśnienia krwi, tachykardia, przekrwienie gałek ocznych, zaburzenia koordynacji ruchowej, zawroty głowy, zaburzenia uwagi, wysuszenia śluzówek. Zagrożona jest szczególnie młodzież, u której po przyjęciu tych substancji najczęściej dochodzi do trwałych zmian funkcji ośrodkowego układu nerwowego. Badania wskazują na dwukrotnie większe zagrożenie wystąpienia psychozy schizofrenicznej.

Od środy w województwie śląskim odnotowano 13 nowych przypadków zatruć, spowodowanych najprawdopodobniej dopalaczami. W ciągu ostatniego tygodnia zgłoszono już 334 takie przypadki. Z powodu zażycia dopalaczy od ostatniego czwartku do wczoraj do szpitala w Rudzie Śląskiej trafiło 37 osób. Główny Inspektor Sanitarny uruchomił specjalną infolinię. Dzwoniąc pod numer 800 060 800 można uzyskać informacje dotyczące skutków zażywania dopalaczy i poznać sposoby leczenia uzależnienia. Za pośrednictwem infolinii można również przekazywać informacje, które mogą ułatwić organom ścigania dotarcie do osób handlujących dopalaczami. Z policją można się kontaktować również pod numerami telefonu 997 oraz 112, a ze strażą miejską pod numerem 986.

Dopalacze to jednak nie jedyny problem, z jakim przyszło się zmierzyć rudzkim lekarzom. Tamtejsza służba zdrowia ostrzega: uwaga na barszcz Sosnowskiego! Władze Rudy Śląskiej apelują do mieszkańców, by ci zgłaszali miejsca w mieście, w których występuje ta niebezpieczna roślina. – Chcemy w pierwszej kolejności zabezpieczyć te miejsca, by nie stanowiły zagrożenia dla ludzi, a następnie w miarę możliwości likwidować stanowiska tych roślin. Sprawa jest bardzo poważna, dlatego liczymy na pomoc rudzian – tłumaczy Krzysztof Mejer, wiceprezydent Rudy Śląskiej.

Do podjęcia takich działań władze miasta skłoniły napływające z kraju liczne informacjeo poparzeniach ludzi w kontakcie z barszczem Sosnowskiego oraz sygnały od samych mieszkańców Rudy Śląskiej, którzy zauważyli roślinę w mieście. – Jedno ze zgłoszeń dotyczyło rosnących roślin przy ul. Kalinowej, kolejny z mieszkańców informował nas o występowaniu rośliny w halembskich lasach. W takich przypadkach niezwłocznie zabezpieczamy teren przed dostępem osób oraz ustalamy jego właściciela, by usunął rośliny – wyjaśnia Marek Partuś, zastępca komendanta Straży Miejskiej. Zgłoszenia, oprócz zabezpieczenia terenu, umożliwią ustalenie lokalizacji barszczu Sosnowskiego w mieście, co pozwoli zaplanować dalsze działania związane z likwidacją rośliny.

Niestety walka z barszczem Sosnowskiego nie jest sprawą prostą. Szacuje się, że w Polsce ponad ¼ gmin ma na swoim terenie populacje tej rośliny, która błyskawicznie się rozprzestrzenia. – Jedna roślina może wyprodukować nawet kilkadziesiąt tysięcy sztuk nasion. Dodatkowo jest ona niezwykle odporna na czynniki zewnętrzne. Z naszych doświadczeń wynika, że doskonale radzi sobie w głębokim cieniu, czy terenach bardzo zdegradowanych, za nic ma też sobie wysokie, czy niskie temperatury – wylicza Izabela Sachajdakiewicz z Pracowni Stosowanej Ekologii Roślin Wyższej Szkoły Ekologii i Zarządzania w Warszawie, która od 2003 r. prowadzi badania dotyczące oceny skali inwazji barszczu Sosnowskiego w Polsce.

Nie ma też jednego sposobu walki z tą rośliną. Najskuteczniejsze są łączone metody chemiczne i mechaniczne, które muszą być prowadzone kilka razy w sezonie przez okres przynajmniej 3 lat. To oczywiście jest niezwykle uciążliwe i kosztowne. Fundacja „Palący Problem – Heracleum” szacuje, że koszt usunięcia barszczu Sosnowskiego z 1 ha to kwota rzędu od kilku do kilkunastu tysięcy złotych.

To, że barszcz Sosnowskiego jest tak niebezpieczny, sprawia olejek eteryczny, który znajduje się praktycznie we wszystkich częściach rośliny (łodydze, liściach i korzeniu). Sok roślin w kontakcie ze skórą i w obecności światła słonecznego,w szczególności ultrafioletowego, powoduje oparzenia II i III stopnia. Największe natężenie objawów następuje od 30 min do 2 godzin od kontaktu z rośliną. Ponieważ zanim pojawią się objawy oparzeń, mija długi czas, przy nieświadomości ryzyka ofiary oparzeń nierzadko intensywnie i długo mają do czynienia z rośliną, dlatego szczególnie narażone są dzieci i pracownicy zajmujący się utrzymaniem zieleni. Okazuje się, że do obrażeń może dojść nawet bez bezpośredniego kontaktu z barszczem. Dzieje się tak w upalne dni, kiedy olejki eteryczne wydzielane przez roślinę unoszą się w powietrzu.

Co należy zatem zrobić jeżeli już doszło do kontaktu z rośliną? W specjalnych wytycznych dotyczących zwalczania barszczu Sosnowskiego przygotowanych na zlecenie Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska można przeczytać: W przypadku bezpośredniego kontaktu z kaukaskimi barszczami należy niezwłocznie umyć skórę zimną wodą z mydłem tak, by usunąć z jej powierzchni sok rośliny, a następnie chronić ją przed promieniami słonecznymi przez przynajmniej 48 h, nawet jeśli w tym czasie nie pojawiają się żadne objawy. Jeżeli wystąpi opuchlizna i reakcja zapalna, w celu złagodzenia symptomów można zastosować okłady z mokrych kompresów lub lodu, doustnie – wapno, lub leki antyhistaminowe.

Barszcz Sosnowskiego pochodzi z rejonu Kaukazu. Został odkryty w 1944 i nazwany od nazwiska rosyjskiego botanika Dmitrija Iwanowicza Sosnowskiego. Od lat 50. do 70. XX wieku wprowadzany był do uprawy w różnych krajach bloku wschodniego w tym w Polsce jako roślina pastewna. Po niedługim czasie, z powodu problemów z uprawą i zbiorem, głównie ze względu na zagrożenie dla zdrowia, uprawy były porzucane. Roślina w szybkim tempie zaczęła rozprzestrzeniać się spontanicznie. Barszcz Sosnowskiego objęty jest prawnym zakazem uprawy, rozmnażania i sprzedaży na terenie Polski.

materiały prasowe: UM Ruda Śląska

Foto: pl.wikipedia.org