Odwiedzając mogiły naszych bliskich

30 października 2018

Zbliżające się Wszystkich Świętych to czas zadumy nad grobami tych, którzy od nas odeszli, nad ich życiem, byciem niegdyś wśród nas. Okres, w którym kontemplujemy lata minione.

 

A zanim przyjdzie się oddać tej zadumie, z sentymentem powspominać, poprzypominać, od paru dni ogarnia nas „grobowa” gorączka. Popularnie nazwane dziś „grobingiem” odwiedziny na cmentarzach, poprzedzają przeważnie wielkie zakupy! Znicze i chryzantemy schodzą co najmniej jak świeże bułeczki. I oto jak tradycja nakazuje na parkingu przed moim domem „chryzantemiarze” handlują zapamiętale już od  kilku dni – na parkingu podkreślam! Biorąc pod uwagę fakt, że w sąsiedztwie powstaje już miasteczko na Szczyt Klimatyczny ONZ, możecie sobie wyobrazić, Drodzy Czytelnicy, że znalezienie miejsca postojowego, graniczy z cudem. Gdzie tu parkować, skoro parking pokrywa skądinąd przepiękny kobierzec z chryzantem? Teraz już bez wyzłośliwiania się – tak pięknych chryzantem, nie widziałam chyba nigdzie indziej. Wielkie, okazałe, no po prostu cudowne! Szczerze i otwarcie! Zniczy też jest pod dostatkiem! Wczoraj widziałam je nawet w siedzibie pobliskiej Agencji Pocztowej i oczywiście co druga osoba w kolejce, bynajmniej nie załatwiała tak zwanych spraw pocztowych, o nie! Kupowała owe znicze właśnie! A one – niemal monumentalne! Jeden taki znicz na grobie i już trudno o miejsce na cokolwiek innego. Ogromniaste! I przeważnie tak tandetne, że ozdobą mogiły nijak być nie mogą. Tak szaleństwo zakupowe związane ze zniczami i chryzantemami trwa w najlepsze, no w końcu trzeba pokazać się przed sąsiadem, jak o mogiły naszych bliskich dbamy. A czy równie pieczołowicie doglądamy ich na co dzień? To pytanie na wszelki wypadek pozostawię bez odpowiedzi…

Być może po tym, co teraz napiszę, niektórzy bardzo się zdziwią, ale bardzo lubię dzień Wszystkich Świętych. Sama nawet nie wiem za co go lubię? (O ile oczywiście w tym dniu nie leje, bo wtedy marzę, by jak najszybciej „grobing” zaliczyć i z powrotem znaleźć się w ciepłym domu). Ale jest w nim jakaś taka niezwykłość, magia! Szczególnie, gdy odwiedzam, czy mijam cmentarze już po zmroku, roziskrzone tysiącem świec, tak pięknie migoczą. Wówczas tym bardziej nastraja mnie to melancholijnie i z wielkim wzruszeniem, nostalgią przenoszę się w czasy minione. To dla mnie taka sentymentalna podróż do lat, gdy moi bliscy byli jeszcze ze mną.

Hanna Grabowska-Macioszek