Detektyw wszechczasów

25 lutego 2015

Filmowcy prześcigają się w pomysłach na nowy wizerunek detektywa, którego pierwotnie na kartach swoich publikacji ożywił przed laty Arthur Conan Doyle. Nie obawiam się zaryzykować tezy, że niezwykłe przygody Sherlocka Holmesa zna każdy, jeśli nie z serii opowiadań i powieści, to z pewnością z wersji jego filmowej odsłony.

 

Sherlock Holmes to jedna z najinteligentniejszych postaci, jaka narodziła się w światowej literaturze. Dla jego przenikliwego umysłu nie było rzeczy niemożliwych. Sposoby rozwiązywania kryminalnych zagadek zaskakiwały niemal każdego.

Temat ten stanowi wciąż wdzięczny temat dla reżyserów, którzy metody dedukcji ekscentrycznego detektywa ekranizują często i chętnie. Trudno odgadnąć, skąd u Sherlocka wziął się tak genialny umysł. Niedawno spotkałam się z teorią, że powodem był autyzm. Stąd też niecodzienny i dla otoczenia lekko męczący sposób bycia, egotyzm, niechęć czy nawet wstręt do bliskości. Być może coś w tym jest? Założenie to jednak odziera postać tę ze swojej bajkowości, tajemniczości, a nade wszystko każe przestać wierzyć w nadprzyrodzone umiejętności. Ci, którzy wychowali się na wizerunku Holmesa przemykającego ulicami zamglonego Londynu w kraciastej pilotce z fajką w zębach, czują się lekko rozczarowani.

Do mnie współczesny Sherlock trafia jak najbardziej, ale nie z powodu kontrowersyjnej tezy, ale dlatego że nową twarz dał mu jeden z najlepszych aktorów współczesnego kina – Benedict Cumberbatch. W tej roli jest po prostu znakomity! Nieco komediowego wyrazu nadał mu z kolei Robert Downey JR. Oba te wizerunki odstają jednak od tradycyjnego spojrzenia na te postać. Mogą nie zyskać akceptacji starszego pokolenia.

Dla tych jednak, którzy tęsknią za dawnym Sherlockiem Holmesem, polecam kompletną edycję przygód najsłynniejszego detektywa, jaka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. Więcej na ten temat w „Naszej Czytelni”.

Hanna Grabowska-Macioszek