Wigilia – nie taka droga, jak się wydaje

23 grudnia 2019

Z każdym rokiem rosną wydatki związane z Bożym Narodzeniem. Jak podają media, z roku na rok wydajemy więcej pieniędzy. A podobno wcale tak być nie musi. Jak przekonuje znany śląski gawędziarz Marek Szołtysek, nasz budżet przy okazji świąt może mieć się zupełnie dobrze.

 

U mnie w domu przygotowania do świąt, Wilijii trwają od dawna – mówi Marek Szołtysek, którego tradycyjnie spotykam w Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie”. – Większość ludzi jednak w ciągu ostatnich paru dni, tuż przed samymi świętami wyrusza po zakupy i te przygotowania świąteczne finalizuje. Jednak po prowdzie tradycyjna ta taka śląsko Wilijo i święta nie wymaga jakiś specjalnych przygotowań. Ani przygotowań, ani wielkich pieniędzy! Gdyby tak policzyć, na co wedle tradycji, musimy wydać pieniędzy, to na prowdę, wydamy ich niewiele. Co potrzeba? Do moczki, do kompotu – suszone owoce: jabłka, gruszki, śliwki… To ile musimy za nie zapłacić? Nawet jeśli momy wielko rodzina – 50 zł? Myślę, że starczy. No chyba, że ktoś przygotował sobie własne suszone owoce, to wtedy zapłaci jeszcze mniej. Potem – makówki: mak? Kilo maku… No to z 5 zł zapłacimy, myślę, nie więcej. Do tego słodka bułka, mleko, no to tak już bardzo zaokrąglając, to powiedzmy – drugie 50 zł. No i karp, kapusta, groch, trochę grzybów. Jestem przekonany, że tak za 200 zł tę taką tradycyjną śląską Wiliję urządzimy – uważa Marek Szołtysek.

Jak zaznacza gawędziarz, warto zwrócić uwagę, że prezentem pod choinką wcale nie musi być najnowszy i najmodniejszy w sezonie model samochodu. Liczy się symbol i to, co w Bożym Narodzeniu najważniejsze! Właśnie narodzenie Boże, bycie z bliskimi i zdrowie!