Zadymka na Kopie

5 lutego 2015

Chodzi oczywiście tę śnieżną, która jest tu już karkonoską tradycją. Osłonięty mglisto-wietrzną powłoką z drobinkami białego puchu szczyt Kopy jest niemal zawsze niedostępny dla narciarzy.

 

A szkoda…bo to śmiało można powiedzieć jedyna góra w Karpaczu, na której można nieco bardziej poszaleć na nartach. Takie wożenie się na „Euro”, „Liczykrupie”, czy „Białym Jarze” w końcu staje się nudne. Stoki te idealnie nadają się dla tych, którzy uczą się dopiero jeździć na nartach lub chcą popracować nad techniką swojej jazdy. Ale na dłuższą metę to średnia przyjemność, szczególnie „Liczykrupa” w pewnym momencie jest nieskończenie irytująca, bo gdy za mało się rozpędzimy, musimy na jednym jej odcinku, podejść pod górkę, by móc dalej zjechać.

Kopa – jedyna poważna, a niestety bardzo zaniedbana. O dobre warunki jazdy tam niestety bardzo ciężko, bo trasa jest w ogóle nieprzygotowana. Nie sposób odgadnąć, jakie intencje mają ci, którzy mogliby czerpać korzyści z zadbania o ten stok. Jest rzeczą bardzo dziwną, że nie chcą najwyraźniej docenić potencjału Kopy i udostępnić go, by mogli się nim nacieszyć także amatorzy białego szaleństwa.

Sam wjazd na Kopę to chyba największy koszmar, jaki zdarzyło mi się przeżyć w życiu. Pamiętająca lata minionej epoki kolejka z pojedynczymi drewnianymi krzesełkami to prawdziwa jazda bez trzymanki. Bez… bo ile sił w barach trzeba trzymać swoje narty i kije, bowiem na krzesełku siada się, odpinając sprzęt. Można zatem wyobrazić sobie ile skupienia i koncentracji trzeba mieć, zsiadając z niego. Dodatkowe atrakcje zapewnia wiecznie wiejący wiatr, więc na szczyt wjeżdżamy jako sopel lodu. Całe szczęście, że można liczyć na pomoc wiernych przyjaciół, którzy pomogą wwieźć na górę narty i kije i jeszcze podadzą rękę, gdy leci się z krzesełka prosto twarzą w śnieg.

O pomoc obsługi wyciągu za to niestety tu bardzo trudno. Nie każdy wszak potrafi zasiąść jadącym krzesełku. Wiadomo, że czasem może się nie udać. Wówczas biada, bo zanim pan teoretycznie czuwający nad bezpieczeństwem wyjeżdżających na szczyt, raczy się podnieść z fotela i wytoczyć się z kanciapy, by nacisnąć guzik zatrzymujący kolejkę, niechybnie dostaniemy krzesełkiem po głowie, bądź wpadniemy nosem prosto w zaspę.

Pewnym jest, że kolejka na Kopę bardziej nadaje się do celów turystycznych. Nie ma zagrożenia w postaci dodatkowego balastu jakim jest sprzęt narciarski, a widoki… bajka. Jak na Księżycu (tak mi się przynajmniej wyobraża, bo na Księżycu nigdy nie byłam). Ośnieżone i oszronione drzewa, skały robią naprawę niesamowite wrażenie, a przy wielkim szczęściu można trafić na piękne słońce. Panorama Karpacza ze szczytu Kopy po prostu zachwyca!

 

Tekst i foto: Hanna Grabowska-Macioszek