Z pierwszą wizytą

4 kwietnia 2018

Wielkanoc od lat tradycyjnie kojarzy mi się z wiosennym rodzinnym wyjazdem. Przeważnie w Tatry. Tym razem jednak wybrałam się, by eksplorować Kotlinę Kłodzką.

 

Foto: Czarny Staw w Dusznikach ZdrojuFoto: Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdroju

Wyjazd był o tyle interesujący, że moja pasja podróżowania, jakoś nigdy wcześniej nie zawiodła mnie w tamte obszary. Święta Wielkanocne od dziecka spędzałam co roku albo w Zakopanem, albo w Białce Tatrzańskiej. Oczywiście pobyt świąteczny połączony był zawsze z jazdą na nartach i zwiedzaniem tamtejszych cudownych dolin. Już na zawsze w mojej pamięci pozostaną fioletowe kobierce krokusów i ulubiony Młodo Polski klimat, który w Zakopanem kocham ponad wszystko. Tym razem jednak jakoś tak wyszło, że pognałam do Dusznik Zdroju, odwiedzając po drodze Polanicę.

Nie da porównać się klimatu tych dwóch obszarów Polski: Tart i Kotliny Kłodzkiej. Nawet same poszczególne miejscowości to zupełnie odmienna atmosfera, architektura, przyroda. Ta ostatnia – no cóż raczej jeszcze daleko jej było do wiosennej, bardziej przypominała pozimowy szaro-brunatny i zgniłozielony. Być może to wina pogody, która też była raczej jeszcze zimowa, ale Duszniki Zdrój bardziej przypominały miasteczko-widmo, a momentami czułam się jakbym była jedynym turystą w tamtej okolicy. W przepięknym Parku Zdrojowym  kompleksowo odbudowanym po powodzi w 1997 roku świeciło pustkami, pustawo było także w tamtejszej Pijalni Wód. Nie ma jednak tego złego – jak to powiadają – w okolicznych knajpkach nie było problemu ze znalezieniem stolika. Nie ulega wątpliwości fakt, że w Dusznikach Zdroju jeszcze wszystko śpi, niczym w duszącym letargu, a początku sezonu turystycznego ani nie widać, ani nie słychać. To co rzuca się w oczy, to wiele miejsc bardzo zaniedbanych, niedoinwestowanych, puste lokale handlowo-usługowe czekają tylko na najemców, a tych jak sądzę, jak na lekarstwo. Swoim barokowym wnętrzem zachwyca za to tamtejszy Kościół św. Piotra i Pawła. Ciekawostką jest okazała ambona w kształcie wielkiego wieloryba. Interesujący, choć nieco zapewne makabryczny, jest publiczny pręgierz na dusznickim Rynku. Pozostawiony ku pamięci i ku przestrodze?  Największa atrakcją miasteczka jest Muzeum Papiernictwa. Pomijając już fakt, że jest to atrakcja sama w sobie, mnie zachwycił najbardziej sam budynek muzeum. To nieduże miasto uzdrowiskowe w województwie dolnośląskim, w powiecie kłodzkim, graniczące z Czechami było bardzo miłym miejscem dla Wielkanocnych Świąt, a ów czeski klimat czuć tam niemal na każdym kroku.

Foto: Duszniki Zdrój: Rynek, Park Zdrojowy

Opodal Dusznik Zdroju znajduje się Polanica. Znałam ją wcześniej jedynie z opowiadań mojej babci, która bywała tam na kuracjach sanatoryjnych. Polanica sezon rozpoczęła już jak sądzę dawno, albo w ogóle go nie zakończyła, bo wydawać się może, że miasto tętni życiem cały rok. Tu nie ma zaniedbania, wypielęgnowane deptaki zachęcają do spacerów, a na łasuchów czeka w kawiarni Parku Zdrojowego najlepszy sernik świata. Tak przynajmniej wynika z relacji mojej mamy. Tu aż roi się od odwiedzających, kuracjuszy i innych wczasowiczów i o stolik w kawiarni, czy restauracji już trudniej. Można podziwiać pomnik niedźwiedzia i spustoszyć tamtejsze okoliczne kramy z różnistymi różnościami.

Jak wszystkie podróże, także i moja wielkanocna dobiegła końca. Już niedługo zachęcam do śledzenia Podróży z Gońcem. Wkrótce zapraszam do Kłodzka i tamtejszej Twierdzy.

Foto: Polanica: Park Zdrojowy oraz deptak

Hanna Grabowska-Macioszek