Z ogródka nic nie zostało

21 września 2015

– Na który tor!?! – wykrzyczane komendy i hałaśliwy stukot kół tramwajowych o szyny. To rzeczywistość, w której spędziła dzieciństwo Anna Grabowska, moja mama – dzieciństwo w zajezdni tramwajowej w Chorzowie Batorym.

 

– A wiecie, że kiedyś mieszkałam w zajezdni tramwajowej – oznajmiła kiedyś mama. Po tym stwierdzeniu zapadła cisza, a miny wszystkich członków rodziny wyrażały tylko jedno: No chyba sobie żartujesz? – No co się tak dziwicie? Naprawdę! Wspólnie z rodzicami mieliśmy przy zajezdni mieszkanie służbowe, które przydzielił nam zakład, w którym pracował mój tata – Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne. Mieliśmy sąsiadów: Wyspiańskich i Firlejów, z których dziećmi bawiłam się w takim maleńkim ogródku przy domu. Dookoła panował ciągły gwar, stukały zwrotnice, wykrzykiwano komendy – było zabawnie – snuła swoją opowieść mama. – Później te mieszkania przerobiono na biura. To mieszkanie, w którym później odwiedzaliśmy ciotkę Gertrudę, należało właśnie do nas. Tylko, że z jego części zrobiono już właśnie biura. Ciotka pracowała w ambulatorium, a wuja był motorniczym. Powinnaś to pamiętać – zwróciła się do mnie mama.

Fakt, pamiętam, wejście do klatki schodowej, niedużą kawalerkę i te fascynujące mnie ogromnie kolorowe wstążki zamiast drzwi do kuchni…

Obecnie wszystkie lokale niegdyś budynku mieszkalnego, należącego dziś do Spółki Tramwaje Śląskie, są to pomieszczenia biurowe tej samej zajezdni, w której przed laty mieszkała moja mama.

Wspomnienia ożyły przy okazji Dnia Otwartego Warsztatów Tramwajowych, które spółka co roku organizuje w ramach Europejskiego Dnia Transportu Zrównoważonego. W tym roku impreza odbyła się właśnie w Chorzowie Batorym przy ulicy Inwalidzkiej 5. Pięknie odnowione tamtejsze obiekty cieszą oko, teren zajezdni jest zadbany, estetyczny, a w minioną sobotę przewinął się po nim cały tłum ciekawych przygotowanych przez organizatorów atrakcji. Jedną z nich była prezentacja najnowszego nabytku Spółki Tramwaje Śląskie – wagonu Moderus Beta, któremu nadano imię Skarbek i można śmiało powiedzieć, że to prawdziwy skarbek – super nowoczesny, przestronny, komfortowy, równający do najwyższych europejskich standardów, a co godne podkreślenia takich pojazdów spółka zakupiła aż 12! Radości z faktu, że nasze śląskie tramwaje stają się coraz bardziej innowacyjne nie krył prezes i dyrektor naczelny spółki Tadeusz Freisler. – Dzień Otwarty w Tramwajach Śląskich to już pewna tradycja. Podejmowaliśmy gości w naszych zajezdniach w Katowicach, Bytomiu, Będzinie, Gliwicach. Po 5 latach spotykamy się ponownie w Zakładzie Usług Remontowych w Chorzowie Batorym. Osoby, które były już tutaj, mają okazję porównać, co przez te 5 lat się zmieniło, a zmieniło się wiele. Tramwaje Śląskie wzbogaciły się między innymi o nowe wagony, a we wrześniu tego roku pozyskaliśmy najnowszy – Moderus Beta, który jeszcze tej jesieni pojawi się na torach naszego regionu – podkreślał Tadeusz Freisler.

Warto zaznaczyć, że jeszcze jakiś czas temu spółka „zliftingowała” swoje stare pojazdy. Dziś kupuje nowe, coraz bardziej nowoczesne. – To wszystko jest ze sobą powiązane – tłumaczy rzecznik Andrzej Zowada. – Można zakupić od razu nowe wagony, ale bez wymiany starych torowisk inwestycja taka mija się z celem, bo skutkuje tym, że taki nowy wagon za dwa lata będzie do remontu. Stąd właśnie najpierw modernizacja tych wagonów starszego typu, które po starych torowiskach mogły jeszcze spokojnie jeździć. A jak już wymieniliśmy torowiska, kolejnym etapem był zakup nowych taborów – wyjaśnia Andrzej Zowada.

Niebywałą atrakcją z pewnością, a zwłaszcza dla mojej córki była jazda starym „trajwajem”, który na tory wyrusza tylko przy okazji takich imprez. Przejażdżka takim pojazdem fascynuje. Z resztą nie tylko takim. Co pasjonującego jest w na pozór pospolitych tramwajach, ciężko stwierdzić, ale całkiem prawdopodobne, że spółce rośnie kolejny pracownik, a na pewno wielki pasjonat tramwajów. To najprawdopodobniej po babci.

– Wyobraź sobie, że byliśmy dziś w „twojej” zajezdni – podzieliłam się wieczorem z mamą tą wiadomością. Było świetnie! Malowaliśmy twarze, zaplataliśmy warkoczyki, zjedliśmy pyszną grochówkę wojskową, a co najważniejsze zwiedziliśmy dokładnie całą zajezdnię i uwieczniliśmy budynek, w którym mieszkałaś. Nie ma już ogródka, w którym się bawiłaś, zrobili tam parkingi. – Ojej – zasmuciła się mama. – To może dobrze, że jednak nie wybraliśmy się na imprezę, bo byłoby mi bardzo przykro, że z „mojego” ogródka nic nie zostało.

Tekst i foto: Hanna Grabowska-Macioszek