Wydawnictwo Amber : „Rozstańmy się na rok” – bestseller dla miłośniczek Emily Giffin

25 maja 2015

AMBER zaprasza do przeczytania recenzji:

 

Taylor Jenkins Reid

Rozstańmy się na rok

Relacje międzyludzkie są dosyć skomplikowaną sprawą, szczególnie jeśli chodzi o związki. Nieważne, czy chodzi o małżeństwo, długoletni związek albo o pierwsze młodzieńcze amory. Schemat przeważnie jest taki sam. Sielanka, motylki, wielka miłość i plany. Przyzwyczajenie, otwartość, brak kompromisu, szczerość zanika, coś się kruszy, coś się psuje… Bach! Rozstajemy się na zawsze. Jednak Lauren wraz z Ryanem postanowili rozstać się tylko na rok. Czy to poskutkowało?

 

Lauren pokochała Ryana jedenaście lat temu, kiedy to była jeszcze studentką i miała całe życie przed sobą, którego drogę obrała właśnie z tym mężczyzną, który porwał jej serce. A następnie dziewięć lat temu stał się jej mężem i uwielbianym członkiem jej rodziny. Jednak czas robi swoje, a para zakochanych w sobie gołąbków, stała się walecznymi orłami. Działają sobie na nerwy, dokuczają na każdym kroku, oskarżają się nawzajem i kłócą o to, kto nie zadzwonił dziś po mechanika. Zamiast bliskości i porozumiewania się bez słów, nastała osobność i dalekość. Postanawiają rozstać się na rok, gdzie przez dwanaście miesięcy nie mają prawa się ze sobą kontaktować, ale za to… mogą robić wszystko, czego ich dusza zapragnie.

 

Na wstępie wspomnę, że pani Taylor Jenkins Reid tą jedną książką wkradła się do mojego serca i z utęsknieniem będę poszukiwać jej innych perełek. Autorka napisała świetną powieść o życiu małżeńskim i nie jest to coś, w stylu poradnika. Jest to powieść prawdziwa i szczera do bólu. Może dla niektórych czytelników działania bohaterów w stylu swingersów, aczkolwiek nie do końca za aprobatą drugiej połówki, mogą wydać się absurdalne. Ale takie jest życie i mnie to osobiście nie przeszkadzało w lekturze, a tym bardziej – dodało jej realizmu.

Jeżeli chodzi o bohaterów, to skradli oni moje serce. Dlaczego skradli? Bo Reid nie wykreowała barwnie tylko Ryana i Lauren, ale obok nich przedstawiła nam również Rachel, Charliego, babcię Lois i Leslie. I z ręką na sercu, bez słodzenia (!)… każdy z nich mógłby być moim przyjacielem i był nim w trakcie lektury. Naprawdę. Uwielbiam, gdy w książkach odnajduję takie postacie, jakie z wielką chęcią powołałabym do życia w naszym codziennym świecie i spędzałabym z nimi czas. I nie wiem dlaczego, ale takim moim ulubieńcem stał się Charlie. To taka męska wersja mnie, tak troszkę 😉

Tej książki się nie czyta. Ją pochłania się niemalże w całości, strona za stroną i nie ma się dosyć. I to wszystko dzięki lekkości, z jaką Taylor Jenkins Reid buduje powieść, rozdział za rozdziałem, zdanie za zdaniem, słowo za słowem, aż do samej kropki.

Jest to opowieść o życiu. O mnie i o Tobie. O nas. Sprawia, że się w niej zakochujemy, a dlaczego? Bo jest tak bliska i szczera, ale i podnosząca na duchu. Naprawdę polecam.

Recenzja pochodzi z bloga Anastazji B.