Weekendowa zima?

2 stycznia 2018

Patrząc dziś za okno, trudno uwierzyć, że jeszcze dzień przed sylwestrem była zima. Śnieg szczególnie zaskoczył w górach.

 

Beskidy, jak sądzę, w sylwestrowy weekend mogły przeżyć prawdziwe oblężenie … narciarzy! Akurat w nocy z czwartku na piątek 29/30 grudnia 2017 roku spadł śnieg. Wielu turystów po przebudzeniu przecierało oczy ze zdumienia. Ze zdumienia, bo górski krajobraz wyglądał po prostu jak z bajki. Nie będzie dalekim od prawdy stwierdzenie, że momentami można było poczuć się jak co najmniej w Alpach: śnieg, mróz i słońce. Jeno stoki mniejsze i podejrzewam, że nieco gorzej przygotowane, choć nie ma co narzekać. Armatki śnieżne i ratraki pracowały pełną parą. Nikogo chyba zatem nie zdziwi fakt, że amatorzy białego szaleństwa szusowali, niekiedy aż nazbyt szaleńczo. Oczywiście niektórzy dodawali sobie animuszu, pijąc procenty i myślę, że momentami na stokach mogło być po prostu niebezpiecznie. No cóż…. to chyba obecnie zjawisko, które już na stałe wpisało się w krajobraz przy wyciągowych knajp. Z drugiej strony trunki wszelakie w tych knajpach właśnie serwują. Trzeba po prostu uważać.

Po szaleństwach sylwestrowej nocy wraz z nastaniem Nowego Roku, nie było śladu (no może nie do końca, bo po każdej imprezie trzeba wszak posprzątać). Śladu nie było też po śniegu. Czyżby wkrótce miała nadejść wiosna? Z perspektywy zbliżających się ferii, nie jest to zbyt optymistyczna prognoza.

Hanna Grabowska-Macioszek