Tuż, tuż coraz bliżej

28 marca 2018

Wielkimi krokami zbliża się Wielkanoc. Ta celebrowana na Śląsku niesie ze sobą wiele ciekawych tradycji.

 

Co na ten temat wie i sądzi słynny śląski gawędziarz i publicysta Marek Szołtysek? – Tradycja Wielkanocy na Śląsku, to w jednym zdaniu, to tak jakby futbol południowo-amerykański streścić w dwóch zdaniach… no nie da się! Powiem za to o takich tradycjach wielkanocnych już prawie nieznanych, o których jak się godo, to ludzie robią wielkie oczy ze zdziwienia, że takie coś jest – mówi Marek Szołtysek. – Powiadało się, że jak ktoś potrzebuje twarde drzewo, to musi je ściąć w Wielki Piątek, było to właśnie nawiązanie do drewnianego krzyża, na którym został ukrzyżowany Chrystus – to tak biblijnie, ale dendrolodzy, czyli szpacjalisty od drzew godają, że richtig na wiosnę to soki ciągnie drzewo i jest to rzeczywiście taki okres, w którym to drzewo jest najtwardsze i trzeba je wtedy gibko ścinać. Tutaj tradycja przeplata się z rzeczywistością – snuje swoją gawędę Marek Szołtysek.

Cosik jeszcze? – Godało się też, że w Wielki Piątek w tej sekundzie, kiedy umarł Chrystus na krzyżu, to ten cudowny moment, wyobraża się tak, że we studniach się woda zamieniła w wino i dzieciom, które pomagały w porządkach świątecznych, kazano pilnować tej studni i patrzeć, czy woda zmienia kolor – podkreśla Marek Szołtysek.

Według Marka Szołtyska do pilnie przestrzeganych tradycji Wielkiego Piątku był obowiązkowy udział w drodze krzyżowej. – Nie pielgrzymowano wówczas do sanktuariów, bo ludzie mieli za daleko. Takie drogi krzyżowe odbywały się w obrębie danej parafii. Sam byłem kiedyś na ponad godzinnej drodze krzyżowej na Górze Świętej Anny i powiem, że jest to doświadczenie bardzo niezwykłe. Przechodzi się od kapliczki do kapliczki i można powiedzieć, że jest to taka ekstremalna droga krzyżowa. To też takie nawiązanie do tradycji, bo wszak droga krzyżowa raczej była ekstremalna – zaznacza.

I powiem tak: jeśli ktoś do kościoła nie ma pod górka, czyli akceptuje te tradycje chrześcijańskie i ma trochę nastawienia pozytywnego do inności, to jest w stanie bardzo fajnie spędzić ten Wielki Tydzień i święta, no a jak ktoś jest mało ciekawy, a nawet gupi, to mu to wszystko będzie nudne. No ale tak to jest, że zawsze są jakieś boroki i są ludzie co mają ta gowa, no ty mu musimy popierać tych, co mają ta gowa i dla nich wesołych świąt – kwituje Marek Szołtysek.

Hanna Grabowska-Macioszek