Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni

9 sierpnia 2017

– Gdzie lecicie na wakacje? Buhaha, phaha!! A no niech będzie – spoko, ale nie lepiej na „Gejos”? – słyszeliśmy przeważnie ironiczne wybuchy śmiechu, mówiąc znajomym o tegorocznym kierunku naszego urlopu. – Ale ale jak to? To znaczy, że tam panie, te sprawy… – Poniekąd dokładnie tak – wyjaśniałam tym, którym samo hasło Lesbos – kojarzy się jednoznacznie. Trudno bowiem pierwszego skojarzenia nie potraktować stereotypowo, a szczególnie tym, którzy o greckiej Wyspie Lesbos wiedzą niewiele. Komuś się gdzieś nazwa obiła o uszy – jednym uchem wpadła, drugim wypadła, ale żeby coś więcej… a po co? Przecież można się pośmiać, że ktoś planuje urlop na wyspie opanowanej przez lesbijki.

 

 

Wszystkim prześmiewcom wyjaśniam, że to panie o homoseksualnej orientacji zapożyczyły tę nazwę od wyspy. Ten kto myśli, że było odwrotnie, chyba niestety jest niespełna rozumu. Zakładam, że każdy wie, że wyspa jest nieporównywalnie starsza, niż nazwa określającą tę orientację właśnie.

Nazwa Wyspy Lesbos pochodzi od wpół legendarnego królewskiego szwagra, który akurat Lesbos miał na imię. I co? Z pewnością niektórzy poczuli się rozczarowani? Niemniej skojarzenia nazwy wyspy z lesbijkami nie są może znów aż tak do końca nieuzasadnione.

Przypuszczam, że każdy czytał wiersze Safony, słynnej greckiej poetki, która według niektórych badaczy pochodziła z Eresos, inni podają, że z Mitylenie (dziś stolica wyspy Lesbos z lotniskiem). Otóż pochodząca z arystokratycznego rodu Safona słynęła z pisania erotyków, głównie ku czci Afrodyty, niemniej głównymi bohaterkami jej twórczości bywały też jej podopieczne – dziewczęta, które by kształcić się w założonej przez swoją mentorkę szkole, przybywały na Lesbos z całej niemal Grecji. Safona była zarówno nauczycielką, ale też opiekunką, wychowując młode dziewczęta, aż do ich zamążpójścia. I z pewnością te pieśni miłosne ku czci Afrodyty, greckiej bogini miłości, mogły przyczynić się do przypuszczeń na temat stosunków fizycznych Safony i jej uczennic. Jak sądzę, poetkę łączyła z nimi na pewno więź duchowa, skoro tak chętnie i często opisywała je w strofach swoich wierszy. Należy jednak podkreślić, że szkoła miała charakter religijno-artystyczny, a sama Safona żyła w związku małżeńskim, będąc żoną bogatego kupca. Z tegoż związku miała też córkę.

Faktem natomiast jest to, że jesienią na Wyspie Lesbos odbywa się wielki zjazd lesbijek, które świętują, tańczą, ucztują i świetnie się bawią przez cały rzec by można wielki festiwal miłości. Mam nadzieję, że ci którzy dopatrują się elementu sensacji na tym tle w naszym urlopie, poczują się chociaż trochę usatysfakcjonowani.

– Nie lećcie na to Lesbos! Tam było trzęsienie ziemi, a poza tym to tak blisko Turcji. Pełno tych uchodźców – były i takie komentarze. Ktoś sam nie sprawdzi, ale sieje panikę, a tym samym gasi nasz entuzjazm.

Rzeczywiście Wyspa Lesbos z Turcją sąsiaduje dosyć blisko. Położona jest w północno-wschodniej części Morza Egejskiego u wybrzeża Turcji właśnie. Dziś Turcja niektórym turystom wydaje się po prostu niebezpieczna. Myślę, że niestety nie jest to takie do końca dalekie od prawdy. Niemniej turyści jeżdżą do Turcji na wakacje i wracają bardzo zadowoleni. Wyspa ma dobrze rozwiniętą linię brzegową, tylko 5 % wpływów pochodzi z turystyki, pozostałe wpływy w głównej mierze to rolnictwo. Jakże zupełnie inna od słynnych: Krety, czy Korfu. Ukształtowanie terenu jest górzyste, a stolicą i jednocześnie największym miastem jest Mitylena. Faktem jest też, że jeszcze niedawno Wyspa Lesbos stanęła przed wyzwaniem rozwiązania problemu dotyczącego polityki migracyjnej. Dziś na wyspie znajduje się ok 400 uchodźców. Cała reszta przybywająca na wyspę z Turcji, pojechała już do Aten. To jak sądzę cenna wiadomość dla tych, którzy obawiają się z tego powodu wyruszyć w tamte okolice. Czasem nie warto emocjonować się tym, co chętnie podsycają media, tylko z rozsądkiem i rozumem podejść do pewnych kwestii, nie słuchając opinii innych.

Nam pobyt na Lesbos na pewno będzie już zawsze kojarzył się z czymś, co tak naprawdę trudno opisać. Do tej pory czuję się, jakbym opuściła bramy raju. Sądzę, że wspomniany raj, tak może właśnie wyglądać. Spędzałam wspólnie z rodziną: mężem i córką cudowne wczasy w Vaterze, zupełnie nieskalanej turystycznie miejscowości na Południu wyspy. Nie będzie dalekim od prawdy stwierdzenie, że chwilami czuliśmy się jak na bezludnej wyspie z własną prywatną plażą, niesamowitą dziką roślinnością i niespotykaną na co dzień uprzejmością nie tylko ze strony hotelowej kadry, ale tamtejszych mieszkańców, pięknych, uczynnych Greków, dla których tak naprawdę istnieje tylko jeden zwrot: No problem! Jakaż szkoda, że takiego podejścia nie można zaszczepić na gruncie polskim.

Cisza, spokój, bez komunikacyjnego zgiełku i turystycznego szału. Jak mawiał nasz rezydent: „To jest miejsce, w którym można napisać książkę”. Wśród otaczającej nas egzotyki nasz hotel jawił się niczym fatamorgana na wielkiej pustyni. Oaza spokoju, komfortu, cudownego klimatu greckiego luzu, niemniej na najwyższym europejskim poziomie. Przemiła obsługa z wielką dbałością i indywidualnością traktująca każdego hotelowego gościa. Czysto, estetycznie, luksusowo. Schludne pokoje, codziennie sprzątane, zmieniana pościel, ręczniki niemal codziennie. Nieduży obiekt, ale z wszystkimi udogodnieniami, jakie dziś powinien mieć hotel przyjmujący zagranicznych gości to idealne miejsce dla rodzin z dziećmi, osób starszych i tych, którzy zmęczeni codzienną pogonią za postępem cywilizacji, chcą prawdziwie odpocząć, zresetować umysł i ciało. Jak sądzę, wczasy mogłyby nie spodobać się tym, którzy na wakacjach „szukają imprezy”, bądź myśleli, że schudną. Hotelowa restauracja bowiem serwowała takie przysmaki, tak różnorodne i tak wielu kuchni świata, że na samo wspomnienie od razu robię się głodna.

Jeśli chodzi o imprezy – nie ma to jak załapać się na greckie wesele! Jak to? Wbić się komuś na jego wesele? W Polsce – rzecz nie do pomyślenia. A w Grecji? No problem! Piękna radosna wspólna zabawa przy rytmach greckiej muzyki, wszystkie tańce na wzór zorby tańczone w kole i otwarci, życzliwi i mili państwo młodzi. Przepiękny wystrój hotelowego restauracyjnego tarasu i parkietu przy basenie zachwycał: girlandy, kwiaty, lampiony. Było to tak zjawiskowe, że aż nieprawdopodobne. Jak sądzę, drugi raz w życiu nie będę miała okazji być na greckim weselu. To po prostu jak wygrana w totka.

Będąc na Wyspie Lesbos, na pewno warto skorzystać z oferty wycieczek fakultatywnych. Sądzę, że pewnie nie każdy miał sposobność nakarmić żółwie w ich naturalnym środowisku. Urocza portowa Petra, czy tarasowo zbudowane Molyvous są jednymi z najładniejszych chyba miasteczek, które zdarzyło mi się oglądać w życiu. Dzięki temu udało nam się zobaczyć, jak wyspa jest różnorodna, jak zupełnie różni się Południe od Północy. Lesbos słynie ze skamieniałego lasu – będącego geoparkiem.

Na pewno trzeba podkreślić, że biuro podróży, w którym wykupiliśmy wycieczkę,. po raz kolejny utwierdza nas w przekonaniu, że warto powierzyć mu organizację swojego urlopu. Wszystko dopracowane jest w najmniejszym szczególe i nawet takie sytuacje, jak odprawa na lotnisku, czy odbiór z lotniska i przejazd do hotelu nie powoduje dyskomfortu i stresu. Nie mogę nie napisać o wspominanym już wcześniej naszym rezydencie  – Panu Marku. Dowcipny, uśmiechnięty, bardzo rzeczowy i posiadający ogromną wiedzę. Najlepszy dowód? Poradził sobie z taką dociekliwą turystką, jak ja bezbłędnie, odpowiadając na najdziwniejsze pytania.

Oto najcudowniejsze wakacje, w trakcie których jak każda „królewna Fiona” mogłam oddać się swoim ulubionym czynnościom: piciu drinków z palemką i malowaniu paznokci.

Polecam! Nie tylko wszystkim „królewnom”, ale szczególnie tym, którzy rechotali pod nosem, że urlop spędzimy na Lesbos. Teraz my się pośmiejemy.

Hanna Grabowska-Macioszek