Śląski łobiod smakuje najlepiej

16 października 2014

Puste miski, najedzone brzuchy i uśmiechnięte buzie widziałam dziś u młodych specjalistów śląskich kulinariów. Każdy z nich własnoręcznie kulał kluchy i doprawiał wodzionko, która ponoć jest najlepszą zupą na świecie.

 

– Pycha! Mogę dokładkę? – pytał Błażej Mrozek. – Wodzionka to jest najlepsza zupa, bo ma dużo czosnku, a ja bardzo go lubię – stwierdził. Jak się okazuje dla młodzieży przygotowywanie śląskich specjałów to nie pierwszyzna. W domu pomagają swoim mamom i babciom. – Ja to nawet bym powiedział, że to mama pomaga mnie – wyjaśnił Szymon Szkudlarek. – A ja pomagam babci i dziurki w kluskach robimy tym małym palcem – mówi Ola Moszyńska. – U mnie też głównie babcia gotuje taki prawdziwy śląski obiad, ale ja zawsze jej pomagam – dodaje Amelia Cieślik. Serce rośnie, że w niektórych domach tradycja wspólnego niedzielnego obiadu i jedzenia posiłków przy jednym stole nadal jest kultywowana, a co warte podkreślenia młodzież uważa te obyczaje za miłe, fajne i wartościowe.

A o tym jak to drzewiej bywało w śląskich kuchniach i jakie potrawy w nich gospodynie warzyły, młodzież ze Szkoły Podstawowej nr 31 w Zabrzu dowiedziała się w trakcie nietypowej lekcji muzealnej w Muzeum „Górnośląskim Parku Etnograficznym”. Tam właśnie rusza jedna z nowych ofert edukacyjnych głównie skierowana do szkół, która ma na celu zaznajomienie młodych ludzi ze śląskimi kulinariami. Podczas „Warzenia w Skansenie” można osobiście przygotować między innymi wodzionkę i kluski śląskie. Jak mówi Sabina Waszut z Działu Edukacji i Popularyzacji Muzeum „Górnośląskiego Parku Etnograficznego”, nowe zajęcia składają się z dwóch etapów. – Wspólnie z młodzieżą zwiedzamy wnętrza starych kuchni, opowiadamy jak to kiedyś gotowano, przyrządzano posiłki, a potem w naszej karczmie przygotowujemy śląskie potrawy – tłumaczy Sabina Waszut.

– Nawet nie przypuszczałam, że to będzie dla młodzieży taka atrakcja. A tu proszę, jak chętnie biorą udział w przeciskaniu przez praskę kartofli i zagniatają kluski – cieszyła się wychowawczyni Kornelia Frey. Faktycznie warzeniu towarzyszyło wielkie zaciekawienie i zaangażowanie. Każdy z przyjemnością mieszał składniki na kluski i przygotowywał wodzionkę. Trzeba było jednak uważać, by zupy za bardzo nie doprawić. Jak wiadomo zbyt duża ilość pieprzu, czy soli niedobrze wpływa na jej smak. Po zadowolonych minach wnioskować było można, że taki samodzielnie przygotowany śląski obiad smakuje najlepiej.

Każdy, kto chciałby spróbować swoich sił w śląskim warzeniu, musi zadzwonić do Muzeum „Górnośląskiego Parku Etnograficznego” i umówić się na dowolny termin, by móc wziąć udział w tych zajęciach.

Warzenie w Skansenie to jedna z wielu nowości, jakie instytucja przygotowała dla odwiedzających po sezonie wystawienniczym. A tradycyjne muzealne atrakcje warte polecenia to na przykład warsztaty z tkactwa, przędzenia, wikliniarstwa oraz garncarstwa. Dużym zainteresowaniem wśród odwiedzających cieszy się zawsze „Zaułek Zmory”. To właśnie w nim można posłuchać dawnych baśni i opowieści, które niegdyś opowiadano przy domowych ogniskach. A już w grudniu – Śląsko Wilijo.

Miniony sezon w muzeum był niezwykle udany. Zorganizowano aż 25 imprez plenerowych, na które waliły prawdziwe tłumy. Kilometrowe kolejki ustawiały się do kas przy wejściu. Zainteresowaniem cieszyły się niebywale „Obrazki ze wsi Chorzów” – inscenizacje w wykonaniu aktorów teatrów: Rozrywki i Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego, obrazujące faktyczne wydarzenia, jakie miały miejsce przed laty w Chorzowie, które udało odtworzyć się dzięki prawdziwym zapisom z rozpraw sądowych. Wielkim przedsięwzięciem był niezwykły spektakl plenerowy „Drzewo” Wiesława Myśliwskiego. Ale teren muzeum był tak licznie odwiedzany nie tylko w trakcie tych wydarzeń. Goście przybywali chętnie na zajęcia muzealne, wycieczki zorganizowane, co bardzo korzystnie wpłynęło na zwiększenie przychodów instytucji. To ważne, bo dzięki temu można będzie prowadzić nowe badania archeologiczne, wydawać publikacje naukowe, ale już w sezonie te dziedziny także przeżywały prawdziwy rozkwit. Zrekonstruowano nowe obiekty – między innymi XX-wieczny folusz z Brennej. W budynku znajdował się mechanizm napędzany siłą wody służący do folowania (spilśniania) sukna. W znajdującym się na terenie muzeum wiatraku ze wsi Grzawa przeprowadzono prace remontowe, dzięki którym uruchomiono urządzenia mlące, a więc jego skrzydła znów się obracają. A w młynie wodnym z Imielina Jamnicy prace uruchomią obiekt dla zwiedzających, by mogli obserwować proces przemiału zboża w mąkę. Powstały także zbiorniki wodne. Dzięki temu można było zbudować ekspozycję poświęconą na przykład rybołówstwu, które niegdyś było na tej ziemi bardzo popularne.

Nie sposób wymienić wszystkich nowości, jakie przybyły na terenie muzeum i jakie jeszcze powstaną. Ponad wszelką wątpliwość muzeum trzeba odwiedzić, do czego gorąco zachęcam.

Tekst i foto: Hanna Grabowska-Macioszek