Śladami Ojca Mateusza

16 sierpnia 2017

Jak za sprawą popularnego serialu można wypromować miasto? Zapraszam do Sandomierza!

 

Nie jestem szczególną fanką seriali. Nie przepadam za filmem pociętym na odcinki, bo po prostu nie mam czasu, by każdy z nich bacznie śledzić. Co zatem urzekło mnie w serialu „Ojciec Mateusz”? Może to świetna obsada – plejada największych gwiazd polskiego kina, czy całkiem interesujący scenariusz, a być może to żyłka detektywistyczna? Tego nie wiem, niemniej z dużą przyjemnością oglądam przygody księdza, pomagającego policji w rozwiązywaniu kryminalnych zagadek. Z tak dużą przyjemnością, że zapragnęłam pojechać do Sandomierza, w którym serial powstaje.

Co ciekawe, obecność Ojca Mateusza (cudownie wykreowanego przez Artura Żmiejewskiego) czuć w Sandomierzu na każdym kroku i bynajmniej nie za sprawą Muzeum Ojca Mateusza, w którym można zobaczyć figury woskowe bohaterów, oryginalną scenografię, czy kupić przemiłe pamiątki. Rzecz zabawna i zaskakująca. Turyści przyjeżdżają do Sandomierza dla Ojca Mateusza. W kawiarniach, restauracjach każdy mówi o serialu. – O tędy biega i na swoim rowerze zasuwa Ojciec Mateusz – słychać na mieście. Interesujące, jaką swoją drogą kondycję musi mieć, bo sandomierski Rynek usytuowany jest na całkiem sporej górce. W serialu tego nie widać.

Słynny rower księdza to znak rozpoznawczy miasta. Ojciec Mateusz na rowerze za niedługo będzie bardziej rozpoznawalny niż herb Sandomierza. Taki rower, jakim jeździ duchowny można sobie nawet wypożyczyć, a na pewno kupić rowerowe breloki, magnesy, proszę mi wierzyć, że każda pamiątka, widokówka, bibelot nawet takie, na których jest panorama miasta, ozdobiona jest zawsze małym rowerem. Urocze! Co można kupić jeszcze w Sandomierzu? Krówki Ojca Mateusza, słynne szachy Ojca Mateusza, czy książkę kucharską „Przysmaki Ojca Mateusza, czyli domowa kuchnia Natalii”. Dla niewtajemniczonych Natalia to krnąbrna gospodyni księdza, mistrzyni kulinariów – w tej roli genialna Kinga Preis. Równie popularny jak Ojciec Mateusz jest tu krzemień pasiasty, więc jeśli ktoś się obawia, że z każdego zaułka sandomierskiego wyskoczy ksiądz na rowerze, może zmienić kierunek w stronę krzemienia i zakupić piękne ozdoby z tym kamieniem, a dla spragnionych – cydr sandomierski.

Sandomierz urzeka piękną, zadbaną starówką, niepowtarzalnym klimatem spokoju, niespotykaną w wielu miastach czystością. Od razu widać, że na straży porządku stoi Orest Możejko, choć niestety w przejeżdżającym radiowozie nie zauważyłam żadnego Nocula, Gibalskiego, czy Marczaka, na widok tamtejszej policji od razu robi się przyjemniej. Wydaję mi się, że nawet zlokalizowałam wejście do serialowego posterunku w jednej z kamienic.

Miasto należy do najpiękniejszych i najstarszych w Polsce. Niegdyś było siedzibą książąt i królów. Do najważniejszych zabytków należy zespół architektoniczno-krajobrazowy Starego Miasta z układem urbanistycznym z II połowy XIV wieku oraz dominikański Kościół Świętego Jakuba. Sandomierz na pewno to miasto, które po prostu trzeba zobaczyć nie tylko dlatego, że się jest fanem serialu „Ojciec Mateusz”. Powinien je zobaczyć każdy, kto ceni piękno i atmosferę dawnych epok, lubi zwiedzać zabytki, czy po prostu poznawać nowe, ciekawe miejsca.

Hanna Grabowska-Macioszek