Quo vadis górnictwo polskie?

20 listopada 2014

– Nie jest dobrze, a będzie tylko gorzej, jeśli nie zaczniemy działać – to diagnoza, którą usłyszeli uczestnicy Konferencji Górnictwo 2014, która odbyła się w Katowicach. – A zatem trzeba coś z tym zrobić… No trzeba…

 

– Widzę, że pani coś bardzo skrzętnie notuje – zagadnął mnie siedzący obok pan, który tak jak ja pojawił się na Konferencji Górnictwo 2014. – Wnioskuję, że pani pierwszy raz na konferencji? Gdy przytaknęłam ów pan, uśmiechnął się i stwierdził: – Gdyby pani była poprzednim razem, teraz nie musiałby pani notować, bo ostatnio mówili dokładnie to samo, co dziś…, że trzeba, ale nic dalej z tego nie wynika, no niestety – skwitował.

Nie ukrywam, że pan ten zupełnie wyprowadził mnie z równowagi. No jak to? Tyle znaczących osobistości związanych z górnictwem i ograniczenie się do tego tylko „trzeba”? Aż wierzyć się nie chce?

Wygłaszane w trakcie spotkania przemowy faktycznie zaskakiwały szukaniem niebanalnych przyczyn obecnej sytuacji, w której znajduje się dziś górnictwo. Jedni prelegenci „winą” za obecny stan rzeczy obarczali historię, inni filozofię, jeszcze inni nieudolną politykę państwa w tym zakresie. Recept było wiele – między innymi procentowe miksy, czy zmiana polityki fiskalnej. Dosyć oszczędnie mówiono niestety o poprawie bezpieczeństwa pracujących w kopalniach górników dołowych, a szkoda, bo to chyba jeden z najistotniejszych problemów. Dla tego właśnie aspektu wybrałam się na tę konferencję. Sama mam w rodzinie górników i byłam bardzo ciekawa, czy jest jakiś pomysł na to, by zapewnić im w końcu bezpieczeństwo.

Prelegenci wyszli od historycznej dokładnej analizy obecnego głębokiego kryzysu sektora ku postulatom i warunkom koniecznym, by to polski – a nie importowany – węgiel pozostał gwarantem bezpieczeństwa energetycznego kraju, branża zyskała szansę i czas na restrukturyzację i w dalszej perspektywie – rentowność. Przypominając historyczne uwarunkowania funkcjonowania branży, Mirosław Taras, prezes Kompanii Węglowej, największej i dotkniętej najpoważniejszymi problemami firmy w polskim górnictwie, zwrócił uwagę na bagaż obciążeń socjalnych, trudne warunki naturalne w pracujących już kilkadziesiąt lat kopalniach, presję niskich światowych cen benchmarkowych. – Nie jesteśmy w stanie w krótkim czasie zamknąć bilansu między kosztami wydobycia, a ceną węgla – przyznał.

Zaapelował też do społeczeństwa o wyrozumiałość dla trudnej sytuacji.  Podkreślił rozdarcie między moralną odpowiedzialnością za hipotetyczne „zamknięcie pięciu kopalń, zwolnienie 15 tysięcy ludzi i obniżenie płac”, a konsekwencjami kontynuowania działalności w sytuacji narastających szybko strat na każdej tonie wydobywanego węgla.

– Sytuacja nie zmieni się, jeśli państwo nie określi, z czego w dłuższej perspektywie mamy produkować energię – diagnozował Dominik Kolorz, przewodniczący zarządu śląsko-dąbrowskiego NSZZ Solidarność. Jego zdaniem Polska winna domagać się w Unii Europejskiej prawa do czynnej obrony swojego sektora węglowego poprzez dofinansowanie ze środków publicznych. Postulował głębokie zmiany w polityce fiskalnej zmniejszające obciążenia podatkowe nałożone na węgiel. – Bogate państwa z wolnorynkowymi gospodarkami subsydiują energię i paliwa, pośrednio, poprzez system podatkowy, ulgi – argumentował Dominik Kolorz. – Państwa europejskie chronią ważne dla siebie branże: motoryzację, przemysł stoczniowy. Dlaczego my boimy się nawet podjąć takie starania – pytał.

O 53-procentowym udziale węgla kamiennego w miksie energetycznym kraju przypominał poseł Zbyszek Zaborowski. – Rząd przyjął strategię przeczekania do kolejnych wyborów. Taki wymiar ma decyzja o zrolowaniu należności wobec ZUS na półtora roku – ocenił – kwestionując też nowe regulacje dotyczące jakości węgla i certyfikacji jego producentów jako nieskuteczne i „PR-owskie” akty prawne niesłużące poprawie stanu polskiego górnictwa. – Albo rząd podejmie decyzje restrukturyzujące branżę, albo nie doczekamy powrotu koniunktury – dodał.

W odwrócenie światowych trendów cenowych i popytowych w przyszłym roku nie wierzy Jerzy Podsiadło, prezes Węglokoksu, który kupując cztery kopalnie od Kompanii Węglowej miałby doraźnie poprawić fatalną sytuację finansową Kompanii Węglowej. – Restrukturyzacja to proces ciągły – podkreślił szef Węglokoksu. – Krok po kroku należy dostosować polskie górnictwo do rynku. Tego zabrakło, a brak działań skonfrontował się z bardzo trudnymi warunkami zewnętrznymi – zaznaczył. Jerzy Podsiadło wyraził także przekonanie, że znaczenie węgla – również w polskiej energetyce – będzie malało. – Chodzi jednak o to, by nie odbywało się to gwałtownie i chaotycznie. Po zakupie kopalń od Kompanii Węglowej i nam i kompanii łatwiej będzie prowadzić restrukturyzację. Nasze analizy wskazują na duży potencjał obniżenia kosztów przy czym niezwykle ważne będzie wypracowania konsensusu ze stroną społeczną – dodał.

– Zachowuję się jak bankrutujący szlachcic wyprzedający rodowe srebra – Mirosław Taras opisywał operację sprzedaży kopalń do Węglokoksu. – To obecnie jedyny ratunek, gdy nie mamy dostępu do żadnych źródeł finansowania, a co miesiąc generujemy straty. Zaapelował także do rządzących o systemowe – na poziomie ustaw – rozwiązania pokazujące w perspektywie 20-30 lat miejsce polskiego węgla w polskiej energetyce i gospodarce. – My bronimy się przed upadłością, a energetycy przed zarzutem niegospodarności, który padłby, gdyby kupowali droższe paliwo – zauważył Taras. – Chcę wiedzieć, po ile i komu mam sprzedawać węgiel. Jeśli programu dla górnictwa nie będzie, to na Śląsku pozostanie 5-6 kopalń węgla energetycznego, dwie koksowego i dwie w Zagłębiu Lubelskim – dodał Mirosław Taras.

I niewątpliwie jest to wszystko prawda. Ale czy wystarczy ona, by zażegnać kryzys w górnictwie? Na pewno słowa tej prawdy, trzeba by przekuć w czyny… no trzeba…, a nikt wtedy nie będzie musiał wyprzedawać rodowych sreber.

Organizatorem Konferencji Górnictwo 2014 jest Grupa PTWP SA, wydawca Miesięcznika Gospodarczego Nowy Przemysł i portalu wnp.pl.

 

Tekst i foto: Hanna Grabowska-Macioszek i portal wnp.pl