Ostrzega, naucza i poucza

20 lipca 2015

Rozmowa z Tanyą Valko, autorką „Miłości na Bali”

 

Ponoć zaczęła pani pisać o Azji, bo „bardzo dużo rzeczy Panią denerwowało”. Co konkretnie?

Tanya Valko: 1. Ruch uliczny – wieczne korki, jeżdżenie Indonezyjczyków bez prawa jazdy na motor; prowadzenie motorów przez dzieci 10- czy 14-letnie, wożenie dzieci nawet dwójki na motorze z rodzicami w tym niemowląt, korupcja drogówki, która za pieniądze na wszystko przymknie oko;

2. Obsługa klienta jest powolna i nieudolna. Mamy do dyspozycji pięć lub sześć osób, z których żadna nie jest kompetentna;

3. Powolność i lenistwo, które przyciąga ludzi z całego świata. Uznają oni, że życie szczęśliwe jest tylko w Azji, zaś w innych krajach występuje wyścig szczurów, jednak kiedy usiłuje się coś załatwić, doprowadza to człowieka do szału;

4. Różnice kulturowe: Indonezyjczycy niczym się nie przejmują, zakładają na twarz wieczny uśmiech i są aż służalczo usłużni, jednak w głębi serca potrafią czuć złość czy nienawiść, którą rzadko okazują;

5. Korupcja występuje wszędzie, w tym w sądownictwie i policji;

6. Bezmyślność Indonezyjczyków jest ogromna i objawia sie na każdym kroku. Nie potrafią niczego przeprowadzić od a do zet. Brak im fachowości i rzetelności. Kiedy z ich winy dochodzi do tragedii, rozkładają jedynie ręce;

7. Śmieci leżą wszędzie, są wyrzucane prosto na ulicę, zalegają rzeki, kanały i morza. Nieraz sąsiad sąsiadowi przerzuca za mur ogrodzenia swoje śmieci.

 

Solidna lista. To teraz skonfrontuje to z mottem w pani książce – z Deana Koontza. Gdybym mógł je przewrotnie odczytać, sugeruje, że uciekamy daleko po to, by się skonfrontować z bólem.

TV: Nie leżała w moim zamiarze taka interpretacja. Chodziło mi raczej o to, że możemy być szczęśliwi wszędzie, w najgorszym miejscu pod słońcem, a szukanie szczęścia na siłę w odległych, niezwykłych i pięknych krajach nic nam nie da, jeśli nasze serce będzie pełne bólu i cierpienia.

 

Ano właśnie. Bo Bali kojarzy się w obiegowej opinii z rajem. Tymczasem pani niemal od razu odsłania ciemne strony wyspy. Prostytucja, narkotyki i inne sprawy.

TV: Nie jestem biurem podróży, ani też nie reklamuję tego czy innego miejsca. Ja staram sie ukazać prawdę o świecie, który dla zwykłego zjadacza chleba jest odległy i nieznany. W moich książkach bardzo często przedstawiam ekstremalne sytuacje, żeby ostrzec czytelników przed nieodpowiedzialnym zachwianiem i łatwowiernością. Należy być czujnym nie dać się zwieść pozorom.

 

 …i ubezpieczać. Na wielu czytających zrobi pewnie wrażenie wątek kruchości życia – u pani widziany przez pryzmat przykrej i z pozoru błahej sytuacji, gdy ktoś zaczyna chorować podczas dalekiej podróży.

TV: No właśnie. Należy się ubezpieczyć i to w dobrej sprawdzonej międzynarodowej firmie.

 

Co najmniej dwa razy w swojej książce podkreśla pani, że podobieństwo postaci do osób rzeczywistych jest przypadkowe.

TV: Tak. Taka informacja znajduje się zawsze na początku książki. Nie chciałabym, żeby ktoś się identyfikował z postacią i potem miał pretensje, że przeinaczyłam jego losy. Ja nie piszę niczyjej biografii – czerpię z różnych życiorysów, lecz oczywiście zmieniam je i umiejscawiam w kokonie literackiej fikcji.

 

A czy czasem nie jest tak, że się pani czegoś boi?

TV: Poruszam niezbyt łatwe i optymistyczne tematy, takie jak przemoc, terroryzm czy wykorzystywanie prawa szariatu do dominacji nad kobietami. Moja opinia bywa negatywna i jawnie krytykuję takie postępowanie. Teraz juz piszę o wszystkim, lecz kiedyś, mieszkając jeszcze w Libii, musiałam zrezygnować z napisania książki o bułgarskich pielęgniarkach oskarżonych o zainfekowanie wirusem HIV libijskich dzieci. Zostałam zastraszona i grożono moim dzieciom. Chcąc je chronić, musiałam odpuścić bardzo drażliwy dla Libijczyków temat.

 

Chyba nie nudzą się pani bohaterowie, skoro do najnowszej książki wprowadza Pani postaci znane z Arabskiej sagi? Zresztą sama pani pisze: „Moje ulubione bohaterki”.

TV: Jakżebym mogła się nudzić z moimi bohaterami? Oznaczałoby to, że kreuję nudne postaci, a raczej tak nie jest. Czytelnicy przywiązali się do moich bohaterów, pytają o nich, żyją ich życiem, to co dopiero ja, kiedy przebywam z nimi dużo dłużej niż dwa czy trzy dni, które zwykle zajmuje przeczytanie mojej książki.

 

Jaka relacja łączy panią z postaciami?

TV: Relacja pomiędzy mną a stworzonymi przeze mnie bohaterami musi być bliska, jeśli mają być wiarygodni. Poza tym każdą postać z moich powieści wyobrażam sobie, widzę ją, znam jej psychikę, przeżywam z nią rozterki i radości.

 

Ma pani bardzo precyzyjny plan wobec swoich bohaterek i realizuje go w stu procentach. Czy zdarza się jednak, że losy postaci układają się inaczej, niż zostały wymyślone?

TV: Oczywiście, to samo życie. Nigdy nie wiadomo, do jakiego punktu nas zaprowadzi, co nieoczekiwanego stanie się po drodze. Staram się jednak realizować plan, jaki wymyśliłam. Czasami w trakcie pisania coś się zmieni, lecz ostateczne zakończenie przeważnie pozostaje takie, jakie miało być.

 

Mam wrażenie, że los w pani książce jest pod Pani ścisłą kontrolą.

TV: A kto buduje świat przedstawiony w moich powieściach? Tylko ja, choć niejednokrotnie opieram się na historii i prawdziwych wydarzeniach, w których umieszczam moich bohaterów, przez co są oni osadzeni w konkretnej, realnej rzeczywistości. Cała otoczka to jednak fikcja zależna od mojej wyobraźni.

 

Kiedy czytałem Miłość na Bali, często myślałem o tym, że ma pani – dzięki swoim fabułom – rzadką szansę edukowania niewtajemniczonych w tematykę islamską czy indonezyjską. Pojawiają się wyjaśnienia obcych słów, specyficznych obyczajów…

TV: Chcę ukazać moim czytelnikom inny, obcy świat i prawdę o nim. Dlatego często akcję powieści opieram na faktach. Dzięki temu „przemycam” w moich książkach sporo informacji historycznych, o regionie czy społeczeństwie, które dla większej jasności poszerzam w przypisach lub w dodatkach. Czytelnicy na spotkaniach autorskich dziękują mi za rzetelność i fachowość i nieraz mówią, że ukazuję im dalekie strony, o których do tej pory nic nie wiedzieli. Oni nie muszą już sięgać po książki historyczne – mają swoją Tanyę Valko, która ostrzega, naucza i poucza.

Prószyński w S-ka