Ospa po 30tce – wybryk natury?

21 czerwca 2016

Krąży wokół niej wiele prawd i mitów. W książkach i Internecie publikowane są drastyczne fotosy skóry zmienionej przez tę chorobę. Równie wstrząsających informacji można zasięgnąć na jej temat. Jaka jest naprawdę ospa? Mam okazję (niestety) przekonać się na własnej skórze. Tym razem ekspertów jest wielu. Wśród nich i tacy, którzy pasowaliby raczej do kategorii „Ekspert nie radzi (sobie)”.

 

Jakiś czas temu na ospę zachorowała moja córka. Skąd przypałętało się owo paskudztwo? Nie wiadomo. – Tak naprawdę mogła ją załapać wszędzie: na placu zabaw, w bawialni, w wielu miejscach – wytłumaczyła pediatra z naszej przychodni. Mnie fakt ten zdziwił ogromnie – ani w przedszkolu, ani w naszym otoczeniu – gronie znajomych, rodziny – nikt nie sygnalizował, by miał z ospą jakąkolwiek styczność. – No cóż! Trudno – pomyślałam i zabrałam się za leczenie mojego „małego muchomorka”, który na szczęście chorobę znosił wyjątkowo pogodnie. Właściwie po 5 dniach było już po sprawie, pęcherzyki zamieniły się w strupki i wyraźnie było widać, że ospa odchodzi w zapomnienie.

Pech chciał, że ja jako dziecko ospy nie przechodziłam. Zarażenie się ospą w takiej sytuacji jest niemal stuprocentowe. I rzeczywiście. Po 2 tygodniach po chorobie córki, pojawiły się i u mnie pierwsze oznaki. Muszę wspomnieć, że kiedy moja córka zachorowała, humory mieliśmy grobowe. Nasz zaplanowany urlop stanął pod wielkim znakiem zapytania. Od tego momentu właściwie nie robiłam nic innego, jak siedziałam z nosem w Internecie i czytałam wszelkie informacje na temat ospy. A tam prawdziwe horrory! Szczególnie groźnie brzmiały wiadomości na temat przechodzenia choroby u dorosłych – łącznie z tym, że nawet można umrzeć. Przypomniałam też sobie, jak ciężko w ubiegłym roku na ospę chorowała moja przyjaciółka. – Nie miałam prawie zdrowej skóry, a preparatami na wypryski smarowałam się prawie jak balsamem, bo tyle miałam bąbli – przypominałam sobie jej opowieści. Tu znów z odsieczą przyszła mi moja mama. – Nie czytaj tych bzdur! W takich artykułach opisane są wszelkie zaobserwowane przypadki, które się wydarzyły jeden na milion. Z tego względu, że jednak się zadziały, jest o tym informacja. To tak jak skutki uboczne wymieniane na ulotkach leków – pocieszyła mnie. Niemniej wcale nie poprawiła mi jakoś specjalnie nastroju. Czekałam, a tu nic. Byłam już niemal na 100 procent pewna, że jednak się nie zaraziłam. Przypominałam sobie też różne związane z ospą wydarzenia. – Kiedyś jak byłam na wakacjach z rodzicami, to do naszego ośrodka też przyjechał taki chłopak z ospą i wszyscy się go bali – opowiedziałam mężowi. – Ty się nie śmiej z kolegi, bo może się zdarzyć, że sama pojedziesz na urlop z ospą – zażartował. Albo przepowiedział…?

Aż tu nagle dwa dni przed wysypem poczułam się jakoś dziwnie: byłam osłabiona, bolały mnie stawy i miałam stan podgorączkowy. Kiedy zaczęły pojawiać się pierwsze kropki, postanowiłam wybrać się do lekarza, choć sama byłam niemal pewna, że ospa atakuje. Niemniej od momentu zachorowania mojej córki każdy wyprysk, który pojawiał się, brałam pod lupę, więc psychoza na pewno zrobiła swoje, dlatego chciałam mieć potwierdzenie od specjalisty. Niestety była niedziela, nasza przychodnia zamknięta, więc udałam się do całodobowej opieki medycznej w Katowicach. Tam przyjął mnie młody lekarz. – Ospę chce pani zdiagnozować? – zapytał, a jego oczy robiły się wielkie, coraz większe ze zdziwienia. – No tak! – jęknęłam nieśmiało. – Córka przechodziła, a ja jako dziecko nie miałam – zaczęłam, widząc w jakim jest szoku, plątać się w zeznaniach. – O widzi pan, mam tu takie krostki. – zdezorientowana jego reakcją, wskazałam na czoło. – To, że córka miała, a pani nie, nie świadczy o tym, że pani się zaraziła, a swędzi to panią? – No niespecjalnie – odpowiedziałam. – Ospa bardzo swędzi, poza tym to choroba typowo dziecięca, u dorosłych… – zastanawiał się, oglądając moje wypryski. – Na moje oko to nie jest ospa, ale zawołam drugiego lekarza. – Nie, pani nie ma ospy! – Nic tu nie widzę – stwierdziła lekarka, przegrzebując moje włosy. – Skóra czysta. – Wie pani, dla pewności zawołamy jeszcze pediatrę. Ona u dzieci tyle ospy widziała, to będzie wiedziała. – To nie jest ospa! – orzekła trzecia „znawczyni”. Po takim „konsylium” któż miałby odwagę, wątpić w tę diagnozę? Ponadto dowiedziałam się, że przy ospie nie zalecają nic poza smarowaniem pęcherzyków, ale z przychodni wyszłam w nastroju nieco lepszym, niż ten który towarzyszył mi ostatnio.

Wieczorem jednak kropek pojawiło się więcej. – Za dużo tego masz – stwierdził mój mąż. – Pójdziesz do kontroli z córką, to się zapytaj, choć trzech lekarzy stwierdziło, że nie masz ospy! – dodał.

Nazajutrz od razu przepisano mi heviran, leki doraźne przeciwgorączkowe na wszelki wypadek i pokrzepiono, że ospa to nie koniec świata. Prawdą jest niestety, że osoby dorosłe przechodzą tę chorobę ciężej, niż dzieci, więc jeśli już nam się ospa przydarzy, to na pewno lepiej, jak jesteśmy dziećmi.

Ospę niestety każdy przechodzi indywidualnie: bardzo ciężko, jak na przykład moja przyjaciółka, czy nieco lżej – tak jak ja. W czasie trwania choroby powinno się siedzieć w domu, ponieważ jak sama nazwa mówi – ospa wietrzna – zarazki przenoszone są w powietrzu. Unikajmy też słońca, ale to żadna sensacyjna wiadomość. W trakcie jakiejkolwiek choroby, gdy przyjmujemy leki, słońce nie jest wskazane. Po ospie – czemu nie. – Skąd taki mit, że powinno unikać się słońca? – Po prostu opalimy się w plamki. Tam gdzie mamy strupki, pozostaną białe miejsca – powiedział lekarz z „mojej” przychodni. Na pewno powinniśmy używać kremów z wysokim filtrem. Mitem jest także ten, że należy unikać mycia się. – Kiedyś było takie przeświadczenie i ludzie chodzili tacy brudni przez cały czas trwania ospy. To nieprawda! Prysznic można spokojnie brać, ale uważać przy wycieraniu skóry ręcznikiem, by nie naruszyć pęcherzyka. Może zostać blizna – wytłumaczył. – A co z urlopem? – Do czasu pani wyjazdu, będzie już po sprawie – stwierdził.

Tak naprawdę ile lekarzy, tyle na temat ospy opinii. Na pewno moja ospa wzbudziła wśród lekarzy lekkie zdziwienie, że osoba dorosła i nagle zachorowała na ospę. A co w tym dziwnego? Czy ospa po 30tce jest zabroniona? Co ja mogłabym doradzić? Nie panikujmy, tylko spokój może nas uratować, a ospa zagraża wyłącznie tym, którzy na nią jeszcze nie chorowali.

Hanna Grabowska-Macioszek