Nie tylko włóczykij

3 grudnia 2014

W Salonie Artystycznym Miejskiego Domu Kultury „Koszutka” w Katowicach miałam niebywałą przyjemność podejmować niezwykłego gościa. Gdy padło słowo: niezwykły – pan Bogdan Kalus od razu przerywa moją wypowiedź i protestuje – Z tą niezwykłością to chyba lekka przesada.

 

Z pochodzenia Ślązak, na stałe już można powiedzieć mieszkaniec Mazowsza, bo genialny aktor Teatru Korez i gwiazda serialu telewizyjnego „Ranczo” – Bogdan Kalus wyemigrował w kierunku stolicy. – Tu chciałbym od razu sprostować, że nie mieszkam w Warszawie, ale pod Warszawą, bo najgorsza rzecz to wyjechać ze Śląska do Warszawy – zażartował.

Nie tylko skromny, ale i dowcipny, ciepły i serdeczny. Naszą rozmowę rozpoczynamy od tego, co pana Bogdana przez kilka dobrych miesięcy pochłaniało bez reszty – praca na planie filmu w reżyserii Tomasza Szafrańskiego „Klub włóczykijów”, kręcony na podstawie książki Edmunda Niziurskiego o tym samym tytule. – Nie ukrywam tego, że mam taką nadzieję, że rolą stryja Dionizego otworzę sobie kilka nowych drzwi. To pierwsza główna rola w moim dorobku. Kiedy dostałem propozycję wcielenia się w tę postać, usłyszałem: – „ogolisz łeb na łyso?” , mówię: -„ogolę”, – a przytyjesz? – a to można jeszcze bardziej? – zapytałem, ale wziąłem sobie te pytania do serca i przytyłem.

Jak się okazuje, warto było się poświęcić dla tej roli, bo jak zapewne czytelnicy Gońca Górnośląskiego wiedzą z książki, trudno byłoby znaleźć lepszego Dionizego, niż Bogdan Kalus.

W filmie Bogdanowi Kalusowi partnerują bardzo popularni aktorzy: Tomasz Karolak i Wojciech Mecwaldowski. – Są genialni. Znaleźli bardzo fajny sposób na swoje postaci. A wcielają się w rolę dwóch opryszków Bogumiła Kadrylla i Wieńczysława Nieszczególnego. Co warto zaznaczyć! Proszę sobie wyobrazić, że zaoferowali się, że zagrają w tym filmie za darmo! – mówi Bogdan Kalus.

To faktycznie niebywałe zdarzenie. Powiedziałabym niecodzienne i trudno uwierzyć w to, że jakiś znany aktor w dzisiejszych czasach zrezygnuje na rzecz filmu ze swojego wynagrodzenia.

„Klub włóczykijów” to w ogóle ważne wydarzenie dla polskiej kinematografii. Tomasz Szafrański powraca do gatunku filmu – przygodowego dla młodzieży – którego nie kręcono od lat. Powstające dawniej ekranizacje wspaniałych powieści Bahdaja, Niziurskiego, Makuszyńskiego odeszły w zapomnienie. – Mam nadzieję, że powstaną kolejne tego typu filmy, bo jak długo można kręcić komedie romantyczne? Obecnie nie są to ani komedie, ani romantyczne. Musieliśmy jednak nieco uwspółcześnić przygody „Klubu włóczykijów”. Dostosować je do potrzeb dzisiejszego widza, ale główna konwencja pozostała. Być może dzięki temu uda się oderwać młodych ludzi od komputera? – zaznacza Bogdan Kalus.

No tak, filmowy Kornel spędza wakacje przed komputerem, a nie jak ten książkowy wkuwa geografię, bo ma w szkole z niej poprawkę. W filmie zatem dzięki stryjowi Dionizemu ma szansę na przeżycie ciekawej przygody. W książce też, lecz wg groźnej ciotki Pelagii, Dionizy proponując Kornelowi tajemniczą wyprawę, odciąga go od nauki.

Efekt pracy nad „Klubem włóczykijów” będziemy mieli okazję oglądać już na wiosnę, bo film najprawdopodobniej wejdzie na ekrany kin na przełomie kwietnia i maja. Dokładna data premiery nie jest jednak jeszcze znana.

Pan Bogdan Kalus jest współtwórcą pierwszego w Polsce prywatnego teatru – Teatru Korez. Początkowo jednak miał inne pomysły na życie. Myślał o sporcie, karierze muzyka rockowego, udzielał się w kabaretach. Ja pierwszy raz miałam przyjemność oglądać Bogdana Kalusa w „Scenariuszu dla trzech aktorów” na deskach scenicznych w szkolnej auli mojego liceum. – W tamtych czasach zwiedziliśmy wiele takich auli, sal gimnastycznych. Trudno by było chyba znaleźć szkołę, w której nie graliśmy. Takie były początki Teatru Korez, nie mieliśmy wtedy jeszcze siedziby. Nikt z nas wówczas nie przypuszczał, że zyska on ogólnoświatową sławę, zostanie obsypywany nagrodami – wspomina Bogdan Kalus.

Dziś pan Bogdan związany jest zawodowo z warszawskim Teatrem Capitol. W wieczór sylwestrowy Bogdana Kalusa będzie można zobaczyć w spektaklu w Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach Teatru Capitol właśnie „Klub mężusiów”. – To przezabawna historia o czterech przyjaciołach, którzy spotykają się raz w tygodniu w od dawna nie używanej kotłowni centrum handlowego. Możliwość posiedzenia w męskim gronie to dla nich jedyna możliwość ucieczki od konieczności robienia zakupów ze swoimi żonami. Właśnie te zakupy to temat przewodni ich spotkań i początek kłopotów w domu. W granym w sylwestra spektaklu będę zastępował Krzysztofa Tyńca i Tomasza Dedka. Tak się złożyło, że ani jeden, ani drugi nie może wstąpić i powiem szczerze, że to dla mnie wyzwanie – mówi Bogdan Kalus.

Popularność panu Bogdanowi przyniosły jednak nie znakomite role teatralne, lecz serialowe – między innymi w „Świętej wojnie”, „Halo Hans” , a prawdziwą sławę zyskał rolą Hadziuka w kultowym już serialu „Ranczo”. Jednak jak mówi pan Bogdan, chciałby w końcu przestać grać pijaków i innych utracjuszy i wcielić się na przykład w czarny charakter.

O zagraniu złej postaci w filmie marzy większość aktorów. Z ich relacji wynika, że taką rolą mogą bardziej uwydatnić kunszt swojej pracy. Być może? Lecz biorąc pod uwagę obecnie panujące w kinematografii trendy, gdzie przestępcy są tak bezwzględni i okrutni, że ich poczynania ogląda się zza podkurczonych pod brodę kolan, mam nadzieję, że pan Bogdan pozostanie przy rolach sympatycznych, dobrodusznych i dowcipnych, bo nie wyobrażam sobie, że mógłby odciąć komuś palec, bądź przypalać rozgrzanym żelastwem. No chyba, że będą to tacy przestępcy pokroju Kadrylla i Nieszczególnego.

Tekst i foto: Hanna Grabowska-Macioszek