Na poszukiwania wiosny

22 marca 2016

Jej oznak za oknem jeszcze nie widać. Co jakiś czas błyśnie jednak nieśmiały promyk słońca, by szybciutko uciec przed ulewą – nie do końca jeszcze wiosenną, bądź – co już zupełnie nie wiosenne – śnieżycą. Miejmy nadzieję, że z każdym dniem znaków wiosny będzie coraz więcej. Wybierzmy się rodzinnie na ich poszukiwania.

 

DSCN3559– O patrz mamo, tu są już zielone listeczki. To oznaki wiosny! Pani w przedszkolu nam mówiła, żeby szukać wiosny – pouczyła mnie moja córka w trakcie powrotu z przedszkola do domu. Faktem jest, że gdzieniegdzie widać już bardzo powoli i leniwie budzącą się do życia przyrodę. Gdzieniegdzie… Przed moim domem pąki puszczają już nawet forsycje. Tylko patrzeć, jak wiosna wystrzeli ferią zieloności i wielobarwnych kwiatów.

Takie szukanie wiosny przywołuje w mojej pamięci wspomnienia z własnego dzieciństwa, które wczesną wiosną przeważnie spędzałam w Tatrach. Tam o te oznaki było o tyle trudniej, że wysoko w górach leżał zwykle jeszcze śnieg. Spod śniegu przebijały się jednak mozolnie kolorowe krokusy! Jakież one były piękne: białe, żółte, różno fioletowe – cudowne. Szkoda przy tym, że chronione, bo aż korciło, by nazrywać sobie mały bukiecik. Pamiętam całe wielkie fioletowe od rosnących tam krokusów łąki. W blasku słońca robiły niezapomniane wrażenie. Człowiek upajał się tym widokiem – musiał być prawdziwie zachwycający, skoro pamiętam go do dziś.

Wczesna wiosna w górach, kiedy można wybrać się na spacer jedną z tatrzańskich dolin, posłuchać płynącego przy szlaku potoku, jest po prostu bezkonkurencyjna. Tam odkrywanie przyrody potrafi zafascynować.

Takiego poszukiwania wiosny, odkrywania jej wszystkich uroków, życzę każdemu.

Hanna Grabowska-Macioszek