Moje wspaniałe greckie wakacje

6 października 2015

Nie Hawaje i nie Nowy York, ale Grecja. To właśnie ona była dla mnie jedną wielką przygodą. Może ktoś powie, też mi przygoda? Dla mnie to było coś!

 

Po raz pierwszy leciałam samolotem, czułam pewien niepokój, ale i podekscytowanie. Zdziwiłam się, że na lotnisku wszystko tak długo trwa, nadanie bagażu, kiedy ważyli nam walizki, później odprawa, gdzie rzeczy osobiste wkłada się do pudełka (telefon, bransoletki, paski od spodni, torebki) i trzeba przejść przez bramkę. Ja, mój tata i siostra przeszliśmy bez problemu, ale gdy przechodziła moja mama, bramka zaczęła piszczeć, pani strażniczka poprosiła ją na bok i poddała kontroli osobistej, okazało się, że bramka piszczała z powodu kolczyków. Weszliśmy na pokład samolotu, pilot przywitał podróżnych, a stewardessa wyjaśniła, co należy robić w sytuacji awaryjnej. Zapięliśmy pasy i samolot wystartował. Gdy już byliśmy wysoko ponad chmurami, emocje trochę opadły, ale totalną ulgę przyniosło lądowanie. Była on na całym pokładzie samolotu. Pilot powiedział, że w czasie lądowania opony spalają 10 kg gumy, niesamowite. Z lotniska pojechaliśmy do hotelu, zostawiliśmy bagaże i poszliśmy na plażę. Czwartego dnia naszego pobytu pojechaliśmy na wycieczkę, na jedna z najpiękniejszych plaż świata – lagunę Balos. Wrażenia niesamowite! Nie można sobie tego wyobrazić, to trzeba zobaczyć, najpiękniejsze kolory wody od jasnego błękitu, który przechodzi w niebieski jak niebo, a kończy się na przecudnej barwy turkusie.

Co mnie najbardziej zaskoczyło, to różowy piasek i muszelki w żółtym, pomarańczowym i zielonym kolorze. Gdy tam stałam, napawałam się tym pięknym widokiem i myślałam sobie, że chyba tak wygląda raj.

Tekst i foto: Wiktoria Nowak