„Metoda na wnuczkę” – dowiedzmy się, na czym polega?

28 sierpnia 2017

Rozmowa z Martą Obuch, autorką książki „Metoda na wnuczkę”

 

Już niedługo, bo 6. września, ukaże się Twoja najnowsza komedia kryminalna pt.: „Metoda na wnuczkę”. Zdradzisz, o czym opowiada?

Z przyjemnością. Niejaki Adam Gryziewicz spotyka kobietę swych marzeń, ale dochodzi do nieporozumienia i nagle z dentysty musi przeistoczyć się w romantycznego artystę malarza. Żeby nie było łatwo, oczywiście nie potrafi rysować. Jego wybranka, Ewa, też się nie nudzi. Musi odnaleźć złodzieja zaginionego obrazu, uchronić brata przed małżeństwem z zołzą, wyswatać nieśmiałą przyjaciółkę i zrobić z niej zmysłową femme fatale, a przede wszystkim, chce dać pstryczka w nos zapatrzonemu w siebie Gryziewiczowi. Do tego zza grobu odzywa się prababcia Matylda…

 

Czyli główny bohater podaje się za osobę, którą nie jest… Myślisz, że w życiu też czasami przybieramy maski, celowo bądź przypadkiem, by zdobyć czyjeś względy? 

Niestety, przybieramy. Przybieramy nawet przed sobą i wtedy to dopiero kanał. Dla mnie szczerość jest jedną z podstawowych zasad życiowego BHP. Ale rozumiem, że z różnych względów te maski fruwają czasem w powietrzu. Osobiście nie zalecam, trwałe kłamstwa naruszają w człowieku konstrukcję, niszczą go. Po co strzelać gola do własnej bramki? Zamiast tracić punkty, lepiej walnąć sobie prawdą w twarz i się z tym zmierzyć. Będzie bolało, oczywiście. Ale bez prawdy, mówionej najpierw sobie, później innym (na marginesie: pewien znany profesor mawiał, że ludzie dzielą się na szczerych lub grzecznych) nie ma rozwoju. A jak człowiek się nie rozwija, to się zwija. Nawet stojąc w miejscu. Jeśli ktoś ma ochotę być zwojem, pokurczonym, zalęknionym, bo z przybieraniem masek wiąże się strach – jego sprawa. Nie potępiam, przerobiłam ten etap, kroczę dalej, chcę oddychać rozluźnioną piersią. Bez lęku. To ohydna toksyna.

 

Głównymi bohaterami powieści są Adam i Ewa, to celowa gra imionami? 

Jak najbardziej. Tak symboliczne imiona nie mogą się pojawić bez kontekstu – pokazuję historię dwojga ludzi, ale na wesoło. To trochę inna wersja historii „kiedy mężczyzna spotyka kobietę”, taka pokraczna i przekorna. Spotyka i zaczyna się dziać! Uruchamia się spirala niedomówień, małych oszustw, energia skacze do wartości maksymalnych, powietrze można kroić nożem. I w tym procesie wzajemnego poznawania się (i ganiania za przestępcami), te dwie tak różne osobowości dowiadują się czegoś nie tylko o świecie, ale i o sobie.

 

Napisałaś w swojej powieści, że „można przeżyć każdy nowy dzień i się nim cieszyć, nie myśleć o cholernym reumatyzmie – albo myśleć pomimo niego. Można koncentrować się na życiu.” Twoi bohaterowie chyba nie mają z tym problemu? Nawet Ci siedemdziesięcioletni. Marta Obuch potrafi cieszyć się życiem?

Pewnie, że potrafi! Celebracja życia to podstawa czerpania radości z czasu, jaki nam przydzielono. Bardzo staram się o tym nie zapominać. I nie czekam na spektakularne boom, na furę pieniędzy, honory, talon na mercedesa – patrzę uważnie na maleństwa, drobiazgi. Serio, serio. Ale mnie jest łatwiej, zajmuję się również fotografią, mam czułe oko. Muszę jednak dodać, że przede wszystkim to kwestia świadomego wyboru. Nie pozwalam sobie obrażać się na świat, taka postawa nie pomaga nikomu, a już w ogóle nie pomaga mnie i moim bliskim. A kiedy zdarzy mi się gorszy dzień, bo przecież gorsze dni muszą przez nas przechodzić, żeby nadawać sens tym lepszym, przywołuję się do porządku i daję sobie wewnętrzny opiernicz. Ale taki nie za mocny, trzeba być dla siebie dobrym.

 

Kiedy ostatnio zdarzyło ci się czytać książkę i parsknąć śmiechem? 

Niedawno czytałam „Instrukcję obsługi faceta” Katarzyny Miller i Suzan Giżyńskiej, którą uważam za fenomenalną pozycję, powinna ją przeczytać każda kobieta, i tam zupełnie rozbroiła mnie naturalna bezpośredniość autorek. Kocham taki sposób komunikowania się z odbiorcą. Nad tą książką chichotałam często, całą ją zakreśliłam i podczas lektury  nie mogła mnie opuścić przyjemna myśl, że dzielę sposób patrzenia na świat z fajnymi babkami. Miałam wrażenie, że ktoś wyciągnął z mojej głowy absolutnie każdą refleksję dotyczącą układów damsko – męskich. A że panią Miller ogromnie szanuję, mój szacunek do siebie także poszybował…

 

We wrześniu będziesz uczestniczyła w Festiwalu Kryminału Granda w Poznaniu? Jest już konkretna data spotkania z tobą?

Z czytelnikami widzę się w niedzielę 24. września o godzinie 14.00. (po szczegóły odsyłam na stronę organizatora: www.festiwal-granda.pl), ale zapowiada się dość nietypowe spotkanie, ponieważ będziemy na scenie z dwójką innych pisarzy komedii kryminalnych: z Alkiem Rogozińskim i Olgą Rudnicką. Bardzo się na to wydarzenie cieszę. Ludzie piszący komedie są mają do siebie dystans, na pewno będzie zabawnie… Zapraszam Państwa!

Rozmawiała Justyna Chaber

A ja polecam wrześniowe wydanie Gońca Górnośląskiego. W nim właśnie będzie można przeczytać na temat „Metody na wnuczkę” oraz o samej autorce.