Komedie romantyczne inaczej?

23 lutego 2015

Każdy jego film opowiada o miłości opowiedzianej w nieco inny sposób. Nieco! A mowa o twórczości… Wojciecha Smarzowskiego. Tak o filmach niekonwencjonalnego reżysera wypowiedział się jeden z jego ulubionych aktorów – Marian Dziędziel.

 

Tym stwierdzeniem genialny artysta i kreator niezapomnianych ról filmów Smarzowskiego podsumował spotkanie cyklu „Filmowa Rozbiegówka” Centrum Scenografii Polskiej. Uwieńczył je film „Róża”. Tylko nieliczni pozostali na sali, by go obejrzeć. Przyznam, że sama szybko uciekłam, bo choć trudno nie zgodzić się, że film opowiada o miłości, dla mnie takie zmierzenie się z filmowym przedstawieniem tego uczucia, jest za mocne.

Filmy Wojciecha Smarzowskiego stały się punktem wyjścia do tematu „Filmowy make up – metamorfozy, fantomy, maski, blizny… Gośćmi specjalnymi spotkania byli Ewa Drobiec – znakomita charakteryzatorka, autorka niezwykłych aktorskich przemian między innymi właśnie na planie filmów Smarzowskiego oraz Marian Dziędziel, który pojawia się niemal w każdym filmie reżysera.

Z pewnością tego typu kino – komedie romantyczne inaczej – daje ogromne pole do popisu – blizny, rozcięcia skóry, sińce od pobicia, alkoholowa opuchlizna twarzy – Ewa Drobiec te charakteryzatorskie zabiegi opanowała do perfekcji. Artystka pracowała także między innymi przy takich filmach jak: „Ogniem i mieczem”, „Pręgi”, „Senność”, czy „Jesteś Bogiem”. Nie mogła niestety osobiście pojawić się w Katowicach, bo właśnie pracuje na planie najnowszego filmu Smarzowskiego „Wołyń”, ale w trakcie internetowego połączenia za pomocą skypa, zdradziła niektóre tajniki swojej profesji. – Jeśli widz widzi charakteryzację aktora, to oznacza, że została zrobiona źle. Moim zadaniem jest stworzenie wrażenia, że to co oglądamy na twarzy i ciele aktora na ekranie, jest prawdziwe – tłumaczyła Ewa Drobiec. Mówiła także o specyfice charakteryzacji dotyczącej Mariana Dziędziela. Jak się okazuje nie jest ona wcale taka prosta. Chciało by się tu powiedzieć: „A wszystko te ….oczy”. Zupełnie niezwykłe, przenikliwe i tak wyraziste, że żadna nawet tak świetna charakteryzacja, jak w wykonaniu Ewy Drobiec, nie zdoła tego błysku niebieskiego spojrzenia przygasić. – Przyznam, że jestem bardzo nieznośny w charakteryzacji, niecierpliwy. Bo to jest ciężko tak wytrzymać, szczególnie, gdy ktoś ma łaskotki na twarzy. Trzeba siedzieć nieruchomo. Bywa, że „umilam” pracę charakteryzatorską, śpiewając śląskie przyśpiewki – mówił Marian Dziędziel. – Ja też na wiele rzeczy się nie zgadzam, bo jestem bardzo przywiązany do swojego wizerunku i ciężko mnie przekonać. Nie chciałem np. ogolić włosów, kiedy trzeba było spreparować ranę mózgu. Potem żałowałem, bo wydrapanie tej rany z włosów było bardzo nieprzyjemne – opowiadał.

W trakcie spotkania zostały przytoczone najsłynniejsze kreacje Mariana Dziędziela. Wywodzący się ze Śląska i kojarzony także głównie z filmami związanymi z tematyką naszego regionu, np. górnictwem aktor, dał się poznać jako niezwykle ciepły, sympatyczny i czarujący człowiek, szalenie dowcipny, sypał kawałami.

Można było także poddać się charakteryzacji w wykonaniu Magdaleny Szczęśniak. Śmiałkowie zostali przeistoczeni w ofiarę poparzenia oraz pobicia. Spotkanie poprowadziła dr Anita Skwara.

A ja zapraszam już na kolejne spotkanie z cyklu Filmowa Rozbiegówka, które już w marcu.

 

Tekst i foto: Hanna Grabowska-Macioszek