Karnawałowe szaleństwa

28 stycznia 2015

Karnawałowe szaleństwa

 

Okres karnawału tradycyjnie już sprzyja poddaniu się jakiemuś szaleństwu na organizowanych balach czy zabawach. W pewnej określonej grupie wiekowej wciąż z niejakim rozrzewnieniem wspomina się jeszcze dancingi z prawdziwego zdarzenia, jakie odbywały się w lokalach gastronomicznych.

Cieszyły się one tak ogromną popularnością, że kolejki, zwłaszcza do dwóch takich lokali na chorzowskiej „Wolce”, nie należały do rzadkości. Pilnujący wejścia „cerber” fachowym okiem lustrował też gości, by na salę nie dostał się nikt, kto miałby się potem nieprzyzwoicie zachować. Zwracał też bacznie uwagę na stosowny strój. Panie w kreacjach wieczorowych, panowie pod krawatami. Odziani w znoszony sweter czy dżinsy nie mieli najmniejszych szans. Na sali niezmiennie przygrywał zespół muzyczny a refreny wykonywała solistka na przemian ze wstawką na saksofonie tenorowym. Demokracji jeszcze co prawda nie było, ale nikomu też nie wpadło do głowy, by zakazać gościom palenia. Zapalenie aromatycznego cygara czy wonnej fajeczki należało wręcz do dobrego tonu. Niestety, lokale te poznikały wraz z ówczesnymi obyczajami. Zaledwie nawiązką do dawnych dancingów mogą być imprezy organizowane w niektórych chorzowskich lokalach. Jakkolwiek by owe wieczory nie nazwano, czy to biesiadą, dyskoteką, czy zabawą karnawałową, charakteryzuje je zwykle ogłuszający rwetes czyniony przez didżeja z taką mocą wzmacniaczy, że nie sposób zrozumieć ani jego anonsów, ani też kto śpiewa, o czym i w jakim języku. Oczywiście także nie sposób porozmawiać przy stoliku, skoro obowiązuje sprzeczna z prawami akustyki zasada-ładnie,bo głośno, pozbawiająca te spotkania dawnego szyku, oprawy i klimatu, toteż niejednokrotnie upodabniają się one mimo znakomitego wystroju lokalu, do pospolitej balangi. Do kuriozalnych sytuacji dochodzi, gdy przed wejściem gromadzi się więcej gości aniżeli wewnątrz, bo nie można tam zapalić. Tylko patrzyć, jak co niektórzy na trotuarze sączyć będą swe drinki, wystawiając się przy okazji na zgubne działanie niesprzyjającej aury.

Nie trzeba jednak popadać w nadmierne malkontenctwo, ponieważ i dziś można sobie przecież zaklepać uczestnictwo w jednym z balów z prawdziwego zdarzenia, na którym gustownie ubranemu towarzystwu i orkiestra przygrywa na żywo i bufet dobrze zaopatrzony w stosowne jadło i trunki. Trzeba tylko w tym celu nieco głębiej sięgnąć do kieszeni.

 

Pi-Gall