Jest taki dzień

20 grudnia 2014

Niepowtarzalny nastrój świąt Bożego Narodzenia, któremu zaczynamy z wolna ulegać wraz z nastaniem grudnia, zwiastuje także rozpoczęcie wielkiego porządkowania każdego śląskiego domu.

 

Tradycja nakazuje, by okna, czy to w familoku czy gdzie indziej, lśniły nieskazitelną czystością, by zawisły w nich wykrochmalone firany, by dywan został porządnie „wyklupany” na zewnątrz. Należy także starannie odkurzyć wszelkie szkła i bibeloty pozdejmowane z półek, które choć z rzadka służą do czegokolwiek, winne być potem starannie poustawiane na swoim miejscu. Pastowanie podłogi wieńczy niejako wszystek ten trud, bo zapach pasty bywa już wyraźnym zwiastunem nadchodzących świąt. Gdy po tych zmaganiach nadejdzie pora na przystrojenie choinki, w wannie pływa już zwykle kilka dorodnych karpi, potęgując świąteczny nastrój i przysparzając przy sposobności wiele emocji dzieciakom. Prócz zaopatrzenia w mak, rodzynki, grzybki, suszone śliwki i pozostałe wiktuały, zapobiegliwa gospodyni umieściła co rychlej w lodówce słuszny kawałek gęsi czy kaczki a i co nieco wołowinki na rolady dla odmiany. A za oknem zaś wisi już sobie surowa szyneczka, starannie zabezpieczona przed zakusami natrętnego ptactwa. Pora też zająć się świątecznymi wypiekami, jako że gospodyni nie darzy z reguły większym zaufaniem bożonarodzeniowej strucli, pojawiającej się w marketach już w połowie listopada. W końcu gospodarz, zwykle z dość nietęgą miną, podaje pani domu tyle co pozbawione żywota karpie do dalszej obróbki, skoro tradycyjnie już taki jego jak i karpi los. I tak po tej miłej skądinąd krzątaninie nadchodzi w końcu ten szczególny wieczór wigilijny. Choinka figlarnie błyska a my wypatrując pierwszej gwiazdki, siadamy uroczyście do nakrytego śnieżnobiałym obrusem stołu, na którym zapłonęły już świece. To czas pojednań, pokoju, miłości, wszystkich tych podniosłych uczuć znajdujących odzwierciedlenie w składanych sobie życzeniach. To także chwila nostalgii, gdy spoglądamy na puste miejsce przy stole zajmowane onegdaj przez kogoś bliskiego sercu, dziś przygotowane dla zbłąkanego wędrowcy. Nikt też spiesznie od stołu nie odchodzi, bo zgodnie z tradycją bywa to gwarancją spotkania się przy nim za rok w tym samym gronie. A potem pora na zaintonowanie kolędy, czy będzie to od lat rozbrzmiewająca pośród alpejskiej wioski „Cicha noc”, czy krzepiące dźwięki mazura obwieszczającego wszem i wobec, że „Bóg się rodzi”. W tym podniosłym nastroju nietrudno sobie wyobrazić, że dzieciątko nie poczęło się w jakimś tam odległym kraju, a u nas. A jeżeli u nas, to oczywiście pośród zaśnieżonych podhalańskich turni, gdzie św. Józef odziany w parzenicę, kierpce i zgrzebne porcięta, wygrywa na smykach „Oj maluśki, maluśki….” Wesołych Świąt !

 

Pi-Gall

Foto: HGM