Jedyne takie w roku

31 października 2014

Jest Święto Wszystkich Świętych. Nie można go porównać z żadnym innym, w które obfituje nasz kalendarz. Nawet tak celebrowane uroczyście Boże Narodzenie i najważniejsza wśród chrześcijan Wielkanoc, nie ma takiego niecodziennego wymiaru.

 

W trakcie żadnych innych świąt nie przemierzamy aż tylu kilometrów, by znaleźć się na chwilę w tym jednym konkretnym miejscu. Owszem, z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocnych, odwiedzamy swoich bliskich i przyjaciół, jednak nie odbywa się to aż na taką skalę, jak w przypadku Wszystkich Świętych. Ludzie nierzadko z całego świata zjeżdżają się, by odwiedzić mogiły osób im drogich – tych które odeszły, by zapalić symboliczny znicz pamięci i złożyć wiązankę chryzantem. Podróżujemy masowo wiele godzin. Te podróże są często okazją do rodzinnych odwiedzin, gdzie przy suto zastawionym stole wspomina się swoich zmarłych. Czy powinniśmy dopatrywać się tu analogii do staropolskiego obrzędu Dziadów? Jak mówi Dobrawa Skonieczna-Gawlik z Muzeum „Górnośląskiego Parku Etnograficznego” nie jest to aż tak nieprawdopodobne. – Aż tak daleko nie posuwałabym się w rozważaniach w tym akurat aspekcie dnia Wszystkich Świętych. Przecież nie biesiadujemy przy grobach, ale przy stole. Ale być może takie rodzinne spotkania mogą czerpać z tego obrzędu. Niegdyś taki zwyczaj zaobserwowałam na cmentarzu przy mogile ludności romskiej. Wokół mogiły ucztowano, popijano. Było to dla mnie powiedziałabym nawet szokujące.

Jak podkreśla Dobrawa Skonieczna-Gawlik, tak uroczysty wymiar Wszystkich Świętych, jaki obserwujemy obecnie, kultywowany jest stosunkowo krótko, od kilkudziesięciu zaledwie lat. – W trakcie swoich badań etnograficznych, kiedy przeprowadzałam wywiady środowiskowe na ten temat, wiele starszych osób opowiadało, że dawniej nie było zwyczaju dbania o miejsce pochówku, pielęgnowania, nie odwiedzano go także za często. Zapewne było to spowodowane tym, że były to wówczas mogiły ziemne, wysypywane piaskiem. Przystrajano je skromnie, bo na przykład zielonymi gałązkami drzew iglastych, układano z kasztanów krzyż, palono zwykłe świeczki – zaznacza. – Obecnie zjawisko to uległo intensyfikacji. Jest dostęp do kwiatów hodowlanych, a zatem kupujemy wiązanki, wieńce, palimy znicze, które bardzo często ozdabiane są pod okoliczność konkretnych świąt – w okresie bożonarodzeniowm będą to na przykład szklane choinki, wielkanocnym – z wizerunkiem baranka – dodaje.

Zdaniem Dobrawy Skoniecznej-Gawlik na podkreślenia zasługuje fakt, że niegdyś nie tak istotny był stosunek do samego pochówku, co do samej śmierci. – Obecnie może dziwić to, że dawniej dzieci bardzo mocno uczestniczyły w całej obrzędowości związanej ze śmiercią. Zmarły do momentu pogrzebu przebywał w domu, przy jego ciele czuwano, modlono się, palono gromnicę. To wszystko działo się na oczach domowników, także tych najmłodszych. Śmierć nie była czymś wyobcowanym. Dziś jest to nie do pomyślenia. Przygotowanie zmarłego do jego ostatniej drogi odbywa się najczęściej w domu pogrzebowym i czynią to pracownicy tego zakładu, a nie członkowie rodziny – mówi. Według Dobrawy Skoniecznej-Gawlik niektóre z dawnych zwyczajów związanych z pochówkiem przetrwały jednak do czasów obecnych. – Spotkałam się z tym, że w domu w którym ktoś umrze w dalszym ciągu zatrzymuje się zegary, zasłania lustra, by dusza zmarłego nie mogła się w nich przejrzeć, odwraca krzesła, by nie mogła na nich przysiąść, otwiera okna, by mogła w końcu odlecieć. I tak jak kiedyś do trumny wkładano przedmioty, których nieboszczyk używał za życia, tak teraz bardzo wielu ludzi wkłada na przykład telefon komórkowy, czy pilota do telewizora – relacjonuje etnografka.

Obojętnie jednak, które z dawnych obyczajów celebrowane są obecnie, Wszystkich Świętych to czas refleksji nad minionym czasem, wspominania tych, którzy od nas odeszli. Odwiedzając przy tej okazji tych żywych, zasiadając z nimi później do wspólnego poczęstunku, pamiętajmy, by spotkanie to nie przerodziło się w suto zakrapianą imprezę, szczególnie gdy od naszych domów dzieli nas kilkaset kilometrów, które musimy z powrotem pokonać samochodem. Zapominając o tym, tych zmarłych może przybyć.

 

Tekst i foto: Hanna Grabowska-Macioszek