I jak tu kolędować?

13 stycznia 2015

Tradycyjnie już w okresie świąteczno – noworocznym odwiedziny w naszych domostwach składają osoby duchowne. Księża przybywają z tak zwaną wizytą duszpasterską, czyli mówiąc najprościej, chodzą po kolędzie. Staropolska gościnność, wsparta wieloletnią tradycją, nakazuje pukającego do drzwi gościa zaprosić do domu i tak też w zdecydowanej większości przypadków się dzieje.

 

Znacznie trudniej wybrać się z rewizytą, oczywiście nie pod prywatny adres księdza, a do Tego, którego kapłan swoją osobą niejako reprezentuje. A tam niestety, poza godzinami oficjalnej celebry, drzwi bywają zamknięte na głucho. Sytuacja taka ma miejsce w świętochłowickich kościołach parafialnych w Piaśnikach, Lipinach i przy ul. Wojska Polskiego. Rzecz jasna, proboszczowie starają się w ten sposób uchronić świątynie przed wizytami nieproszonych gości, zwłaszcza przed złodziejami czy wandalami. Sposób to zapewne skuteczny, jednak chyba nie do końca racjonalny, gdyż mozolnie budowane żłobki pozostają w mrocznych wnętrzach pozamykanych szczelnie kościołów. W konsekwencji tego rozlicznej dziatwie nie ma jak pokazać najbardziej chyba trafiających do wyobraźni symboli tych wspaniałych świąt. Stajenki można podziwiać wyłącznie podczas podczas odprawianych mszy, te jednak celebruje się w tygodniu zwykle wieczorami, a więc w porze nie bardzo dla dzieci odpowiedniej. Każdej babci czy dziadkowi zwykle wygodniej i bezpieczniej pokazać wnuczętom żłobek za dnia, aniżeli mozolić się w ciemności. A przecież nader istotne jest wpajanie tych wspaniałych tradycji naszym milusińskim i przyzwyczajanie do obcowania z nimi zanim dorosną, by nie ulegli potem całkowicie wpływom wszechogarniającej komercjalizacji świąt. Ponadto niektórzy z wiernych, prócz uczestnictwa w odświętnych nabożeństwach, odczuwają też czasem potrzebę wstąpienia do świątyni, gdy panuje w niej sprzyjająca kontemplacji i skupieniu cisza. Przekonać można się o tym z łatwością odwiedzając o dowolnej porze dnia którykolwiek z kościołów położonych w sąsiednim Chorzowie. Ich drzwi pozostają zawsze otwarte i zawsze można tam zastać grupy wiernych, a już w okresie przełomu roku, z uwagi na atrakcyjność świątecznego wystroju świątyń, często całe rodziny. Gdyby świątyń leżących na uboczu także nie zamykano, to zapewne i tam licznie gromadziliby się za dnia parafianie na modlitwie przy żłobku, co skutecznie odstraszałoby ewentualnych intruzów, dostarczając nadto obecnym nieco strawy duchowej, a dzieciom wielu niezapomnianych wrażeń. Nade wszystko należałoby też wspomnieć, że kościół głównie przecież służy wiernym.

 

Pi-Gall

Foto: HGM