Gdyby nie dziadek…

23 grudnia 2014

Tego dnia nigdy nie zapomnę. Już o godzinie 9.00 mama kazała mi wstać z łóżka, bo czas zacząć przygotowywać świąteczne potrawy. Nie mogłam się obudzić, 9.00 to dla mnie środek nocy – wolę spać do 12.00. No, ale niestety moja kochana mamusia wyciągnęła mnie siłą z łóżka.

 

W myślach zadawałam sobie pytanie: „Dlaczego ja muszę wstawać, a mój tata dalej leniuchuje?” Nasz świąteczny nastrój nie działał, ja i mama krzątałyśmy się wokół świątecznych przygotowań, dyskutowałyśmy, w co się ubierzemy, a mój tata … dalej spał. To niesprawiedliwe. Tak chętnie jeszcze powylegiwałabym się w łóżku. Z drugiej strony jednak to tak długo czekałam na te święta, więc czas najwyższy by rozpocząć ich obchody.

Na liście moich zadań znalazło się jeszcze jedno – przygotowanie klatki do transportu dla naszego kota. Wiedziałam, że będzie ciężko, bo Filip (nasz kot) kiedyś miał wypadek i nie widzi na jedno oczko. Z tego powodu boi się wyjść poza nasze mieszkanie. Minęło 20 minut zanim złapałam Filipka. No, nareszcie, jesteśmy gotowi do wyjścia! Babcia na szczęście nie mieszka daleko.

Na zewnątrz było bardzo zimno, a ja oczywiście się uparłam i nie ubrałam czapki ani szalika. I zmarzłam. Mama powiedziała, że jak się rozchoruję, to ona leczyć mnie nie będzie, a na lekarstwa nie wyda ani grosza.

Zawsze pragnęłam, aby dzień Wigilii był idealny, ale na razie tak się nie zapowiadał. Dotarliśmy szybko do babci, tam czekały na nas kartki z poleceniami, co kto ma robić. Ja dostałam kartkę nr 1 z zapisanymi zdaniami: „Posprzątaj salon, obierz marchewkę i ziemniaki”. Moja mama wybrała sobie kartkę nr 3, czyli: „Zrób pierogi, a jak skończysz, to pomóż dziadkowi zrobić zupę grzybową”. O godzinie 14:00 babcia z mamą już wszystko miały gotowe i czekały, aż ja obiorę ziemniaki i marchewkę, żeby mogły robić sałatkę jarzynową, czyli tzw. szałot. Tata z dziadkiem kończyli swoje zadania. Gdy już wszystko było zrobione i wystarczyło tylko się przebrać, babcia zahaczyła zamkiem ze swojej bluzki o obrus, nie zauważyła tego i przesunęła się do tyłu… I wtedy stała się tragedia… Wszyscy zaczęli panikować, oprócz mojego dziadka, on zawsze coś wymyśli. Krzyknął i gdy wszyscy się uspokoili, powiedział:

-Spokojnie, kieliszki możemy skądś wyczarować, a nowy obrus babcia za chwilę wyciągnie z szafy. Ty, Agnieszko, pójdziesz do kuchni po zastawę i wszystko będzie dobrze.

-Dziadku, wiesz, co? Ty zawsze coś wymyślisz. I wiesz co jeszcze?

-Nie! – odpowiedział dziadek z przerażeniem.

-Za to cię kocham.

No, właśnie, dzięki dziadkowi wszystko wróciło do normy i mogliśmy spokojnie zasiąść do Wigilii. Wszyscy byli szczęśliwi, a po zjedzeniu uroczystej kolacji przyszedł czas na prezenty, ale o tym opowiem innym razem.

Życzę Wam wszystkim udanych Świąt i Dosiego Roku!

Tej Wigilii na pewno nigdy nie zapomnę, na zawsze będzie najfajniejszym wspomnieniem. Dziękuję mojej kochanej rodzinie za to, że są ze mną w takim ważnym dniu.

 

Tekst i foto: Agnieszka Gralka, uczestniczka Konkursu „By poczuć magię świąt”.